wtorek, 30 września 2014

Jak być mężczyzną?

30 września to zaraz po 11 listopada najważniejsze święto w Polsce, dorównujące rangą obchodom otwarcia kolejnej Biedronki na wschodzie Polski. By oddać hołd panom, postanowiłam napisać o tym, jak być mężczyzną. 

Badania amerykańskich naukowców dowodzą, że polskiego mężczyznę najbardziej przerażają postulaty feministek, opuszczanie klapy od sedesu i płatny dostęp do pornografii.

I jeszcze garść statystyk - co trzeci mężczyzna marzy o własnym samochodzie, co drugi o pracy, a 80% chciałoby nie myć rąk po sikaniu.

68% mężczyzn ma awersję do ciepłego piwa, homoseksualistów i dezodorantu.

98% panów ogląda filmy pornograficzne. 89% panów wybiera filmy o długości poniżej 3 minut #ifyouknowwhatimean.

Spośród męskich zawodów, jako najbardziej pożądany panie wskazały zawód górnika - bo górnik wchodzi najgłębiej #hahażdobreto.

Przejdźmy jednak do meritum - jak właściwie być mężczyzną?

Na początek zdejmij te musztardowe rurki, w których wyglądasz jak własna żona, tylko o połowę szczuplej. Nie, koszulka polo wciśnięta w sztruksy to nie "klasyczna elegancja", powinieneś też poznać różnicę między reklamówką a aktówką.

Prawdziwy mężczyzna pachnie potem, krwią zabitego zwierza i adrenaliną. Jeśli chcesz być mężczyzną, musisz być silny, sprawny i dominujący. Prawdziwy facet wie, co to przemoc domowa i kurator, otwiera piwo zębami, a papierosa odpala od laski dynamitu.

Prawdziwy facet lubi cycki, zimne piwo i polowania. Prawdziwy mężczyzna nie ogląda seriali, nie nosi torebki swojej kobiecie, a drzwi otwiera kopniakiem. Twoja stara z pewnością się ucieszy, jak zobaczy na drzwiach ślady po Twoich mokasynach, ale co tam - i tak warto.

Prawdziwy facet ma przy sobie zapalniczkę, prezerwatywę i majtki, które zdarł z kochanki. Prawdziwy facet pije whisky, drapie się po jajach i kradnie samochody. Potem wyłącza GTA i idzie spać.

No to najlepszego, Panowie, może dzisiaj Wam się poszczęści i dostaniecie w robocie lizaka od księgowej. Albo kubek od swojej panny.


wtorek, 23 września 2014

Jak kochać nieprzytomnie?

Ustalmy na wstępie fakty, drodzy państwo. Pan Ziemkiewicz stawia sprawę jasno - gwałt na pijanej i nieprzytomnej kobiecie to żaden gwałt! Według pana Ziemkiewicza najlepszym afrodyzjakiem jest chloroform, a z ust zaklejonych taśmą sprzeciw przecież nigdy nie pada. Na nieprzytomce to nie gwałt, to tylko kłopot, bo potem ciężko ją w tej piwnicy dobudzić. Czasami zrzyga się na posadzkę i masz! Trzy minuty zabawy, a potem musisz szorować, żeby żona niczego nie zauważyła. Generalnie poszło o zakonnika, który wziął gwałtem pijaną, nieprzytomną dziewczynę. Prawdziwy romantyk. Pan Ziemkiewicz dodał na swoim tłiterze taki oto wpis:



Kto nigdy nie wykorzystał nietrzeźwej niech rzuci pierwszy kamień...
żródło: pudelek.pl



Panie Ziemkiewicz, wykorzystać to można kupon zniżkowy w sklepie, a czyn, o którym pan mówi to zwykły, prostacki i wyrachowany gwałt. Pan Ziemkiewicz najwyraźniej chce sprawę obrócić w żart, ale to taki rodzaj żartu, który wykręca gębę, bo jest po prostu niesmaczny i nie na miejscu. Panu Ziemkiewiczowi chyba wydaje się, że kobietę nadal można bez pardonu zawlec do jaskini za włosy. Może niektórych facetów podnieca sprawdzanie lasce pulsu w trakcie stosunku? Ale żeby zakonnika...?

Odrzucam logikę tego pana jak nieudany przeszczep mózgu. Irytuje mnie każdy facet, który uważa, że kobieta powinna chodzić w burce, jeśli nie chce być zgwałcona, a jak zostanie zgwałcona, to należy oblać jej twarz kwasem. Pijaną i nieprzytomną kobietę należy odwieźć na oddział, względnie odstawić w bezpieczne miejsce, a nie z nią kopulować. Czy tylko ja jestem jakaś nienormalna i wydaje mi się to obrzydliwe? "Jeszcze tylko wytrę te rzygi z twojej twarzy i będzie super", "sama mnie sprowokowałaś, leżąc i nie dając znaku życia", "lubię takie nieprzytomne, czasami masturbuję się myśląc o OIOM-ie", "zaraz pozwolę cię zaintubować, tylko najpierw zrób mi loda".

Jeśli chcecie uzyskać konkretne know-how, to odsyłam do źródła.

poniedziałek, 22 września 2014

Jak być szaloną po trzydziestce?

Sprawa wygląda tak: Małgorzata Foremniak, zwana inaczej złotoustą Małgorzatą, podejrzewana o bliskie pokrewieństwo z Paulo Coelho, znowu przemówiła. Zwykle orędzie do narodu kieruje za pośrednictwem programu "Mam talent", przełykając łzy wzruszenia, z drżącą z emocji wargą. I tylko ona sama wie, o co jej chodzi. Okazuje się, że podobnie jak w myśleniu i konstruowaniu logicznych zdań, Małgosia ma też problemy w miłości. Pamiętacie, jak zostawiła męża dla Maseraka? Takie polskie Dirty Dancing, c'nie?

No i Małgosia szuka faceta. "Szukam kogoś, kto mnie dopełni". Dopełniacza szuka.


I jeszcze dodaje: "Dla mnie związek to nie dwie połówki, ale dwie całości".

.
Małgosia upatrzyła sobie podobno jakiegoś reżysera i szybko wykoncypowała, że jest w jego typie - bo on ponoć szuka kobiety zmysłowej, ambitnej intelektualistyki, z poczuciem humoru, ale jednocześnie ciepłej, dającej oparcie. I chuliganki. Tak, brzmi totalnie jak Małgorzata. To nie Małgośka zagrała w teledysku do "Crazy" Aerosmith?

I tu rodzi się pytanie - jak być szaloną w wieku 30+?

Bycie szaloną w tym wieku jest o tyle trudne, że bycie w tym szaleństwie wiarygodną jest pewnego rodzaju wyzwaniem. Nikt nie będzie kwestionował szaleństwa u dwudziestolatki, ale w przypadku trzydziestolatki za szaleństwo uznaje się co najwyżej zaciągnięcie kredytu hipotecznego we frankach. Nikt nie podejrzewa kobiety w wieku 30+ o to, że będzie chuliganką. Chuliganizm w tym wieku to podebranie młodszej siostrze kremu dla nastolatek.

Jak to robią gwiazdy?

Weźmy taką Monię Zamachowską primo voto Richardson. Jej szaleństwo objawia się głównie w wywiadach, jakich udziela. Monia uparcie próbuje nas przekonać, że jest dwudziestolatką na wrotkach, która puszcza oczka do kolegów swojego taty. Zupełnie jakby Ci nadal żyli. Z kolei taka Kinia Rusin podbiera spodnie córkom, bo to jest takie szalone i trendy. Nie zapominajmy o Edzi Górniak - fakt, biologicznie nie ma trzydziestki, ale fizyczny wiek maskuje za pomocą zabiegów medycyny estetycznej. Tak samo jak brak pomysłów na płytę ukrywa występując w muzycznym show dwójki. Przy okazji regularnie wbijają sobie szpileczki z Justyną Steczkowską. Zupełnie jak igiełki z botoksem.

Bycie szaloną po 30. roku życia jest trudne, ale warto, drogie panie, warto! Żaden facet nie chce być z nudną kobietą, przewidywalną jak stopa bezrobocia na Suwalszczyźnie. Także drogie Panie, obudźcie w sobie wewnętrzną Małgosię Foremniak! #polishgirl #crazy #YOLO #wildbitch

wtorek, 16 września 2014

Jak zbierać grzyby?

Jak mówi staropolskie powiedzenie, "Tylko starzy ludzie chodzą na grzyby, młodzi je sobie przekazują poprzez stosunki płciowe", wybrałam się w niedzielę do lasu. Kiedy masz 25+ lat, Twoją weekendową rozrywką stają się scrabble, łowienie ryb albo liczenie zmarszczek mimicznych. Jesienią dochodzi do tego chodzenie na grzyby. No i poszłam.

Na grzyby chodzą ludzie w całej Polsce, z wyjątkiem Warszawiaków - oni nie chodzą do lasu, bo tam nie ma Starbucksa. Na Podlasiu ludzie w lesie właściwie żyją cały rok i walczą o jedzenie z niedźwiedziami. W Polsce zachodniej grzyby zbiera się i sprzedaje Niemcom, razem z kawałkami naszej ojczyzny. 

Wróćmy do grzybów. Najważniejszą kwestią jest odpowiedni outfit. Jeśli nie chcesz wyglądać jak każdy spocony grzybiarz, ubierz się modnie - tak, jakbyś szła szukać męża, a nie grzybów. Zaopatrz się w designerski koszyk, bo z wiadrem będziesz wyglądała jak baba ze wsi. Przecież nie chcesz wyglądać jak baba ze wsi, prawda? 

Jak odróżnić grzyby jadalne od trujących? Po spożyciu jadalnych potrzebujesz leków na ból żołądka, zaś po spożyciu trujących - przeszczepu wątroby. Jeśli nie znasz się na grzybach, po prostu pospaceruj po lesie i pośpiewaj z ptaszkami, a potem wyjmuj z włosów pajęczyny i gałęzie. 

Jak zbierać grzyby? Jeśli jesteś pewna, że znalazłaś jadalny egzemplarz, schyl się i wytnij go swoim słodkim, małym nożykiem. Potem włóż do koszyka i zrób sobie selfie. Możesz je robić z każdym grzybem, albo z całym koszykiem. Możesz też zrobić sobie fotkę z muchomorem #YOLO #życienakrawędzi #beargrylls. Nie zapomnij też popłakać się, kiedy zgubisz się w lesie. Wtedy pozostaje modlić się, że Twój Iphone nie padnie zanim dotrzesz do cywilizacji. I że nie trafisz przypadkiem do chatki psychopatycznego drwala, który potnie Cię na kawałki i ususzy fragmenty Twojego rozczłonkowanego ciała razem z borowikami. 

wtorek, 9 września 2014

Jak pracować w korporacji?

Kochacie poradniki, czuję to, dlatego mam dla Was kolejny, tym razem z dziedziny poradników zawodowych. Praca w korporacji to, zaraz po jakiejkolwiek pracy, zajęcie marzeń każdego Polaka z ambicjami, zwłaszcza jeśli chodzi o mężczyzn. Polscy mężczyźni chcą być jak panowie z Nowego Jorku, którzy codziennie rano biegną do szklanych biurowców w modnych garniturach, a nie tej samej koszulce polo, którą zakładali na każde kolokwium wmawiając sobie, że to sportowa elegancja. Być w korporacji to jak wygrać życie, tylko zamiast życia jest stukanie w firmową klawiaturkę. Stąd już tylko o krok od bycia wilkiem z Wall Street - tak, wilkiem, a nie korposzczurem, jak to lubią określać zabawni, bezrobotni ludzie. 

Korporacja to w zasadzie takie państwo w państwie, gdzie każdy ma swoje miejsce i największą fantazją jest zostać kierownikiem swojego kolegi z działu. To myśl, którą codziennie onanizują się setki tysięcy pracowników niższego szczebla. Tylko jak zorientować się na wstępie, kim jesteś w korporacji? 

Jeśli otwierasz oczy i widzisz biurko z komputerem, pośród innych biurek z komputerami, jesteś nikim. Jeśli otwierasz oczy i siedzisz w oszklonym gabinecie, jesteś kierownikiem. Jeśli otwierasz oczy i widzisz plażę, jesteś prezesem. Jeśli otwierasz oczy i widzisz pępek prezesa, to znaczy, że właśnie zapracowałeś na swoje służbowe Punto #Lewinsky

Każdy w korporacji marzy o awansie, dlatego sumiennie wklepuje cyferki do Excela przez osiem godzin dziennie. Lubisz opowiadać znajomym o tym, że w robocie macie przerwę na brunch, podczas której jesz pod biurkiem kanapki z serem, bo nie stać Cię na sushi, na które chodzi kierownictwo. Wczoraj powiedzieli, że masz dobre wyniki. Ostatni raz byłeś tak szczęśliwy kiedy założyli Ci służbowego maila - od razu wysłałeś z niego wiadomość do żony, żeby zobaczyła, jaki z Ciebie człowiek sukcesu.


Kobiety w korporacji chodzą w ładnych garsonkach - te na niższych stanowiskach w garsonkach z Reserved, te na wyższych - z Mango. Zalotny dekolcik jest wskazany, zwłaszcza jeżeli Twoją jedyną umiejętnością jest schylanie się po spinacze. Pamiętaj, że jeśli właśnie dostałaś pracę w korporacji, w dobrym tonie jest przynieść jakąś powitalną przekąskę - seler naciowy, bezglutenowe brownies albo koreczki z tofu. 

Jeśli chcesz być lubiany w korporacji, musisz przybijać wszystkim piątki, kiedy zrobisz zajebistą prezentację w PowerPoint, uzupełniać papier w drukarce i podpierdalać kolegów szefowi, byle dyskretnie. Kobiety mają łatwiej - ta w najbardziej obcisłej spódnicy ma najwięcej kumpli, niestety nie ma żadnych koleżanek. Koleżanki pozyskasz będąc najgrubszą laską w biurze, która zawsze pożycza wszystkim długopisy i wstawia na facebooka zdjęcia kotów.



To tak w skrócie. You can thank me later.

poniedziałek, 8 września 2014

Poniedziałkowy przegląd prasy

Boże, tyle się dzieje, że aż nie ogarniam. W Polsacie na przykład leci "Twoja twarz brzmi znajomo". Wszyscy wiemy, że Polsat w hierarchii mediów to takie resztki z pańskiego stołu TVNu. Niżej jest już tylko Telewizja Polska, relikt lat 90. Tam jest tak smutno, że sama Terentiew przeszła do Polsatu i to było nazywane TRANSFEREM stulecia!

Ale wracając do "Twoja twarz...", to jest prawie na żywo, prawie zabawnie i jest Dowbor, ale tym razem Dowbor-syn, a nie ta Dowbor z TVP, starsza od logo stacji. Gdzie jest Kasia Dowbor? Mała podpowiedź:


No i w tym programie, w "Twoja twarz..." występują ludzie, na których nie spłynęła łaska Edwarda Miszczaka. I jest Joanna "1,2 promila" Liszowska. Ja się nie dziwię, że człowiek się musi nawalić z rana, żeby brać udział w takim show. I być ocenianą przez Skrzynecką (bez obrazy, Kasiu).

I jeszcze "Taniec z gwiazdami", podebrany z TVNu. Głogowska i Ibisz całkiem zgrabnie czytają żarty z promptera, a pani Tyszkiewicz zaklina rzeczywistość i udaje, że siedzi w loży sędziów w Ascot.

Z pierwszego odcinka odpadła Marta Wierzbicka - wiecie, ta od dużych cycków i rozkładówki Playboy'a. Marta miała nadzieję, że występ w "Tańcu..." będzie jej trampoliną do sławy, tymczasem ktoś nacisnął zapadnię w podłodze i podobno był to sam Miszczak. Kto wie, kto wie.

wtorek, 2 września 2014

Już jest! Nowa ramówka TVN!

TVN mnie nie zawiódł. Zgodnie z hasłem sezonu "Coś więcej", faktycznie jest więcej! Oprócz znanych już seriali, programów rozrywkowych, są formaty nowe - z niecierpliwością czekam na przykład na show "Kto poślubi mojego syna?" oraz "Żony z Hollywood". Póki co zadowalam się tym, co jest.

W poniedziałkowy wieczór obejrzałam pierwszy odcinek nowego sezonu Top Model. TAK! Jest wszystko, czego oczekiwałam, a nawet więcej - jest nastolatka, która tańczy w klubie nocnym, żeby utrzymać swoją rodzinę i jej rodzice, dumni z zaradności swojej małoletniej striptizerki, jest młody rolnik, który rozmyśla nad sensem życia oparty o widły i androgyniczny chłopak, któremu w szkole wkładali głowę do kibla. Plus Michał Piróg, zwany inaczej Jezusem TVN-u. Wszystko opatrzone muzyką rodem z "Intouchables" i komentarzem Joanny, że to takie inspirejszynal story. Obstawiam, że wygrzebuje sobie paproszki z pępka i popija whisky, wznosząc toast za samego siebie. Między jego nogami jakaś aspirująca aktorka drugoplanowa walczy o rolę w serialu paradokumentalnym. La vie est belle! Nie wiem, co mnie wzrusza bardziej - ładunek emocjonalny w programach rozrywkowych TVN czy łamana polszczyzna Joanny.

źródło: pudelek.pl

Tak naprawdę w TVN dzieje się o wieeele więcej! Szok, niedowierzanie, smutek - z śniadaniówki odchodzi Jolanta Pieńkowska. Wydawałoby się, że to kobieta, którą ze studia wyniosą w trumnie, ale jednak nie - chodź może to się wydawać szokujące, nie zaskarbiła sobie sympatii widzów. Oficjalnie zostaje przeniesiona do TVN24 Biznes i świat, by nieco rozruszać swoim niebanalnym poczuciem humoru nieco skostniałe kręgosłupy specjalistów od giełdy i poważnego dziennikarstwa. Jolanta po raz kolejny udowadnia, że jest kobietą uniwersalną niczym tweedowa marynarka.

I jeszcze hit tego tygodnia, czyli pijacki wybryk Liszowskiej - gdybyście nie słyszeli, to rozwaliła Porshe od męża mając we krwi 1,2 promila alkoholu. Oczywiście pokornie zwiesiła skacowaną głowę i stwierdziła, że to wina... wina wypitego do kolacji i niedoboru snu. Andrzej Chyra, poproszony o komentarz, leżał nietrzeźwy przed warszawskim klubem.


Wszystkie teksty ukazujące się na blogu są mojego autorstwa i ich kopiowanie bez mojej zgody jest zabronione.

Zdjęcia i gify pochodzą z wyszukiwarki obrazów google.