środa, 28 maja 2014

Jak być super-kochanką?

To będzie jeden z tych praktycznych poradników, które należy wydrukować i powiesić nad łóżkiem. Temat będzie ważny, podniosły i momentami śliski, czyli będzie o seksie, i to dłużej niż podręcznikowe trzy minuty. Otóż będzie o tym, jak być dobrą kochanką. Perfekcyjną panią domu już wiecie, jak być, dzięki uprzejmości Małgosi Rozenek i jej wskazówek, jak spożywać bułkę przez bibułkę i ogarnąć cały ten chaos i majdan. Teraz dowiecie się, jak być super-kochanką. Ludzie normalnie płacą za taką wiedzę miliony monet, więc proszę o chwilę skupienia i robienie notateczek.

Po pierwsze, musisz być seksowna, kusząca, pociągająca W KAŻDEJ SYTUACJI. Naprawdę uważasz, że bycie otłuszczoną babą w dresie i tłustych włosach jest seksowne? Weź się za siebie. On chce mieć w domu łanię a nie odyńca, a to jest zasadnicza różnica. Zacznij dbać o formę, idź do fryzjera, kosmetyczki, chirurga plastycznego. Bierz przykład z Edyty Górniak, bądź zalotnicą, diwą, gwiazdą. Albo nie dziw się, że cię zdradza z sąsiadką, która wie, że do łóżka chodzi się w szpilkach, a nie papilotach.

Po drugie, rób wszystko, żeby zrobić mu dobrze. Generalnie dobrze jest, byś trzymała głowę blisko jego krocza, bo to dla facetów komfortowa pozycja, która daje im poczucie bezpieczeństwa. Jeśli akurat nie masz ochoty na seks, to zacznij ją mieć, albo znajdzie się kobieta, która może cię wyręczyć. Powinnaś co wieczór czekać na niego w łóżku, rozwarta i gotowa na przyjęcie swojego pana i władcy.

Po trzecie, bądź aktywna — ruszaj się, pojękuj, drap i szeptaj mu do ucha sprośne słówka, które go podniecą, np. „piwo”, „liga mistrzów” albo „umowa o pracę”. Powiedz, że miałaś wielokrotny orgazm, a po wszystkim zrób mu kanapki z majonezem, żeby mógł się zregenerować i obejrzeć w spokoju telewizję.

Po czwarte, urozmaicaj Wasze pożycie. Zróbcie to w samochodzie, windzie albo przy zapalonym świetle, bez piżam. Zaproponuj nową pozycję, np. taką, która wymaga wyłączenia telewizora.

Po piąte, wydepiluj się. Nie, nie mówię tylko o pachach. Popatrz na porno! Faceci uwielbiają kobiety wygolone jak dwunastoletnie dziewczynki, więc biegnij po maszynkę.

Po szóste, przebieraj się. Może on chciałby zobaczyć Cię w stroju pokojówki, nauczycielki, sekretarki, albo listonosza? Może kręci go dominacja, albo bycie poniewieranym, może ma fetysz stóp, łokci lub wkładania penisa pod pachę? Nie bądź sztywna, naucz się odpowiadać na jego prośby i sugestie.

Po siódme, zapomnij o gumce. Gumki są dobre dla puszczalskich nastolatek, a poza tym, to jak podawanie ręki przez reklamówkę — dajesz mu do zrozumienia, że się brzydzisz. On pragnie prawdziwego seksu, a Ty przecież możesz łykać hormony, włożyć sobie spiralę albo liczyć fazy księżyca i podmywać się pokrzywą. Każda metoda, która nie wpływa na jego komfort fizyczny i psychiczny, będzie odpowiednia.

I wreszcie, po ósme — nie bój się gadżetów. Wibrator, korek, kuleczki, wałek do ciasta, ogórek, dziadek do orzechów mogą okazać się świetnymi zabawkami erotycznymi. Może okazać się, że jego penis to najmniej interesująca z opcji. Nie bądź staroświecka, daj się namówić na odrobinę szaleństwa!

Powodzenia! 


Joanna d'Arc - Moro

Koniec zeszłego tygodnia namaszczony był osobistą tragedią Joanny Moro, która nie wygrała tanecznego show Polsatu. Zapewne jedną z pierwszych osób, jaka zadzwoniła z kondolencjami, była matka wszystkich porażek, Natasza Urbańska. Przykra sprawa. Podobno Joanna zaszyła się gdzieś nad morzem i nie odbiera telefonów. Tymczasem Aneta Zając robi na półce miejsce na swoją kryształową kulę. Wyobrażam sobie, jak Agnieszkę Włodarczyk szlag trafia, że była jej ciała astralnego jest o krok przed nią. Nie tylko w tańcu.

Pisałam już o kobietach, które chcą za bardzo, które są tak spięte i zdeterminowane, że nie mogą sobie poradzić z wizją porażki. Joanna była naprawdę zdeterminowana, walczyła jak lwica i nawet maskowanie rozczarowania sztucznym uśmiechem niewiele dawało — co tydzień widziałam, jak widok oceny innej niż najwyższa paraliżuje jej mięśnie twarzy. To kobieta, która bardzo chciała wygrać i właściwie nie odpuszczała do samego końca.

Dlaczego Joanna nie miała szans? Bo łzawe historie sprzedają się dużo lepiej, czego dowodem może być zwycięstwo bezrobotnego trio w muzycznym show w tej samej stacji. I wszystkie triumfy smutnych dziewczynek śpiewających Niemena w TVN. Wszystkie wyznania o tym, jak w domu się nie przelewało, o chorobie w rodzinie i odejściu ojca od dzieci. Wszystkie opatrzone dramatycznym soundtrackiem, serwowane pod przykrywką szukania talentów, kolejnej top modelki albo muzycznego odkrycia. Czy ktoś, kto nie opowie o swoim ciężkim dzieciństwie ma jeszcze jakiekolwiek szanse coś tam wygrać?

Aneta miała tę przewagę, że została rzucona przez swojego faceta. Tę historię każdy zna, każdy Anecie współczuje i nikt się nie dziwi, że nie jest radosna w sambie. Anecie wszystko uchodziło płazem, bo przecież to samotna matka, której były oszalał i afiszuje się z Włodarczykową w telewizji śniadaniowej. Z taką kobietą ludzie się solidaryzują. A Joanna? Joanna jest do porzygu idealna, dlatego budzi ogromną niechęć i każdy szuka na nią haka. Jak by jej tu dojechać.

Dołączam się do hejtingu i cieszę, że wygrała Zając. Na złość Włodarczykowej. In your face!   


środa, 14 maja 2014

Poznaj swojego europosła!

W ramach jednorazowej być może całkiem prawdopodobnie akcji Poznaj swojego europosła, postanowiłam obejrzeć wystąpienie pana Tomasza Adamka w telewizji śniadaniowej, a konkretnie w dream stacji TVN. 

Pan Adamek wystąpił w rozchełstanej koszuli, jasnych mokasynach i tępym wyrazie twarzy. Jak się odezwał - było już tylko gorzej. Kojarzycie te momenty na weselu, kiedy kamerzysta podchodzi do stołu szwagrów, a oni, chwiejąc się, poszturchując, sepleniąc i plując w kamerę, usiłują skleić trzy poprawne, logiczne zdania? Pan Adamek sprawiał wrażenie człowieka, którego kamerzysta zaskoczył przy weselnym stole.

Było sporo elementów zaskoczenia. Dowiedziałam się, że pan Adamek to żarliwy katolik, zwolennik działalności o. Rydzyka i leczenia gejów za pomocą egzorcyzmów. Pewnie jest jedną z pierwszych osób, która ze swojego roweru usunęła pedały. 

Oprócz tego, pan Adamek stwierdził, że broni polskiego przemysłu, bo zostało go w Polsce "szydzieści procent". Nie wiem jaka to liczba, zakładam, że coś między trzydzieści a sześćdziesiąt. Stawia też na tradycyjne wartości takie jak buk i rodzina, ale przede wszystkim przemysł i Śląsk. 

Pan przyszły być może europoseł stwierdził, że mamy Polskę i "jest Warszawa, są miasta" a "jest tyle emigracji w Polsce". Są dane, są statystyki. 

Na pytanie o merytoryczne przygotowanie do pełnienia funkcji europosła, pan Adamek stwierdził, że on w polityce jest od "czech tygodni" i ma od tego specjalistów. Dość zabawnie wypadła też próba wymówienia zwrotu europarlamentarzyści - trudne słowo, długie, pan Adamek poddał się po trzeciej próbie, klepiąc bezradnie matę.

I na sam koniec, jego życiowe motto, zapożyczone od mentora o. dyrektora: "Alleluja i do przodu".

Wyczuwam lobotomię. 
Coś tam ewidentnie nie styka.


poniedziałek, 12 maja 2014

Sex sells.

Cały świat ekscytuje się Eurowizją — z jednej strony austriackim transwestytą z brodą, który do swojego występu dopisuje wzniosłe idee wolności i równości, z drugiej falującymi, słowiańskimi biustami, które miały odwrócić uwagę od słabego wokalu naszej rodaczki, niejakiej Cleo. Gdyby nie brodaty Austriak, polskie biusty mogłyby okazać się przepustką do zwycięstwa…

Zawiódł sprawdzony patent. Być może dlatego, że pokazywanie biustu, tyłka czy — wzorem pewnej polskiej celebrytki — sromu, jednak nikogo już nie szokuje i trzeba pójść o krok dalej. Męski krok, odziany w cekiniastą kieckę. Plus broda. Conchita Wurst doskonale wiedział(a) co robi, to jest już wyższa szkoła robienia wokół siebie medialnego zamieszania. Zachód jak zwykle wyprzedza ścianę wschodnią.

Zesztywniałe kręgosłupy moralne niemieckich dziennikarzy nie udźwignęły jednak polskich cycków — media krytykowały polski występ za jego pornograficzny charakter i przaśność. Występ z masielnicą w roli głównej został jednak przyćmiony przez zarost austriackiej gwiazdy. Cycki przegrały, mężczyźni masowo wyciągają rajstopy z szaf małżonek na znak solidarności z triumfującą Conchitą.

Tymczasem za oceanem Miley Cyrus dalej rozbiera się i ujeżdża sztuczne penisy, żeby zwrócić na siebie uwagę mediów. Zawzięcie trzęsie pośladkami, wywala język na brodę i co? I nic. Dwudziestokilkulatka o nieco androgenicznym typie urody, symulująca na scenie odbywanie stosunku seksualnego, najwyraźniej nie ma siły przebicia. Seks się sprzedaje, ale nie jeśli dostajesz nim po twarzy przy każdej możliwej okazji.

Na topie są również seksualne aluzje, którymi częstują nas chętnie prowadzący programów rozrywkowych czy szanowne jury, jeśli takowe występuje. Nie przepuszczą żadnemu biustowi czy wyraźnie zarysowanym biodrom, nie umknie im zbyt głęboki dekolcik czy pełne, soczyste usta. Wszystko okraszone chichotem płynącym z widowni.

Nie sposób nie wspomnieć o wyznaczniku sukcesu dzisiejszych czasów, czyli dostaniu się na okładkę Playboy’a. Mam wrażenie, że to taki święty Graal naszych celebrytek. I to urocze dorabianie ideologii — że zdjęcia estetyczne, wysmakowane, że prestiż i Photoshop. Wszystko za niecałe dwanaście złotych.

Seks się sprzedaje, niektórzy są nawet w stałej ofercie wyprzedażowej.   


piątek, 9 maja 2014

Odkurzanie (cudzego) męża

Tak, będzie o Monice Richardson, tfu, Zamachowskiej. Jaram się. Jaram się okrutnie wywiadem z Vivy! i chyba go oprawię i powieszę na ścianie. Tyle mądrych sentencji, których nie powstydziłby się sam mistrz Paulo Coelho. Monika powinna KONIECZNIE zacząć pisać, a Zbyszek by nagrał ebooka. Pieniążki, pieniążki!

Z wywiadu dowiadujemy się, że Zbyszek był w swoim małżeństwie wybitnie nieszczęśliwy i jego była, wielokrotnie upokorzona w wywiadzie małżonka, traktowała go jak stary mebel, przestawiając z konta w kąt. Zabawne, że ten sam Zbyszek, posadzony w śniadaniówce obok Moniki, wydawał się być integralną częścią kanapy. Monisia twierdzi jednak, że Zbyszka uszczęśliwiła, odkurzyła, wymieniła obicie i bach! Zbyszek powrócił z zaświatów.

Jeśli podobnie jak była żona Zbyszka, masz ochotę cudzego męża odkurzyć, to zastosuj sprawdzone triki, których nie powstydziłaby się perfekcyjna pani domu!

Po pierwsze, zlokalizuj cel. Zakurzony, stary mebel-mąż zwykle jest z twarzy nieszczęśliwy, z zachowania zagubiony, a z metryki — podstarzały. Taki facet wie, że przegrał życie, bo nic dobrego go nie spotyka — nagle okazuje się, że do niczego się nie nadaje, nie potrafi zrobić zakupów, a żona dotyka jego bokserek tylko przy okazji wyjmowania ich z kosza z brudną bielizną. Nic dziwnego, że taki facet tylko czeka na dobre, poranne odkurzanie.

Po drugie, musisz go przekonać, że z tobą będzie inaczej. Musisz być uśmiechniętą, pogodną kobietą, która paraduje przed nim w szpileczkach i uśmiecha się słodko, nie mając w sobie krzty goryczy typowej dla znudzonej małżonki. Musisz go głaskać po głowie i powtarzać, jak bardzo go podziwiasz i jakim jest dla ciebie mentorem. Oni to lubią.

Po trzecie, nie wspominaj zbyt prędko o stabilizacji. Bądź w tej materii elastyczna, przyjęcie jego nazwiska powinno być procesem poprzedzonym długotrwałym przygotowywaniem gruntu pod tego rodzaju inwestycję. On musi poczuć, że sam tego pragnie, że to fantastyczny pomysł i w ogóle, że zajebiście.

No a potem to już tylko wspólna sesja okładkowa i regularne dokopywanie jego byłej małżonce, w ramach szeroko rozumianego dzielenia się szczęściem...


czwartek, 8 maja 2014

Za kogo wyjść za mąż?

Proszę Państwa, uwrażliwiam na potencjalne faux pas, pani Monika Richardson jest od kilku dni panią Zamachowską, co ogłosiła na łamach Vivy, przy okazji kilkunastostronicowego (?) wywiadu okraszonego sesją. Niczym samospełniająca się przepowiednia, nazwisko znanego aktora ma ponoć sprawić, że pani Monika stanie się cenioną aktorką, a nie średniej klasy celebrytką z telewizji śniadaniowej. Jestem trochę w szoku, że pani Monika porzuciła zagraniczne nazwisko, z czym zwlekała przez ostatnie nieudane małżeństwa.

Przy tej podniosłej okazji, chciałabym poruszyć temat bycia żoną, czyli za kogo najlepiej wychodzić za mąż.  

Oczywiście w pierwszej kolejności najlepiej wychodzić za mężczyzn bogatych, ze względów praktycznych — bogaty facet to zupełnie inny standard funkcjonowania, możliwość porzucenia kariery zawodowej na rzecz oglądania seriali i chwalenia się koleżankom, jak to ci się w życiu powiodło. To również szansa obracania się w kręgach ludzi sukcesu, chodzenia na bankiety i zajeżdżania pod galerię handlową lśniącym Lexusem. Z tego samego powodu szybciutko wychodzimy za faceta znanego, najlepiej piłkarza, aktora lub Jana Kulczyka.

W drugiej kolejności warto wyjść za mąż za faceta z obczyzny, czyli najlepiej Niemca, Austriaka, Szwajcara, czy jakiegokolwiek innego faceta z mistycznego, bogatego zachodu. Facet, który zarabia w euro to idealny kandydat na męża. Nie musi być nawet przystojny, chociaż jak bierzesz Hiszpana lub Włocha, jest na to duża szansa. Niemniej, lepsi są faceci o statecznym, nieco nudnym sposobie bycia jak Szwedzi czy Norwegowie, którzy będą całowali ziemię, po której stąpasz. Nie wspomnę o tym, że ludzie będą się za wami oglądali, jak będziesz z nim gadała po angielsku na sopockim Monciaku. Jak gwiazda.  

W trzeciej kolejności wychodzić za mąż powinno się za faceta, z którym ma się dziecko. Dla dobra rodziny, dla dobra dzieci, dla dobra sąsiadów, żeby nie rozsiewali plotek. Kościelny można brać nawet do dziewiątego miesiąca, więc na pewno zdążysz.

Na miejscu czwartym — wyjście za mąż za kogokolwiek, kto się nawinie, jeśli masz więcej niż dwadzieścia dziewięć lat. Umówmy się, to ostatni gwizdek, potem szukanie faceta na stałe jest jak szukanie wolnego pokoju w lipcu w Łebie. Jeśli nie chcesz zostać sama, musisz poślubić kogokolwiek, kto wyrazi chęć, możliwość, albo będzie wystarczająco trzeźwy, by go zaciągnąć do USC.

Oprócz tego, za mąż wychodzimy z miłości, ale to śliski temat, bo miłość jest jak Natalia Siwiec — niby piękna, łatwa i przyjemna, ale szybko się nudzi. Właśnie dlatego lepiej ślub brać ze względów praktycznych, wspomnianych wyżej.

No i oczywiście, ślub można brać dla ładnego, znanego nazwiska, c’nie Monia? 


poniedziałek, 5 maja 2014

Matura to bzdura.

Nie wiem jak Wam, ale mnie szkoda jest tych wszystkich maturzystów, którzy na widok fragmentów sienkiewiczowskiego Potopu i Wesela Wyspiańskiego w arkuszu zrozumieli, że nie będzie dobrze i być może nie dostaną się na wymarzone studia z zarządzania polem namiotowym. CKE postanowiła w tym roku udupić kwiat polskiej młodzieży. Jeśli trend się utrzyma, jutro na matmie mogą spodziewać się — o zgrozo — obliczania pola sześcianu. Wylew krwi do mózgu gwarantowany.

Oczywiście dla wielu ludzi niezdanie egzaminu dojrzałości jest prawdziwym życiowym dramatem, który przekreśla plany dalszej edukacji. Mając w perspektywie pięć lat studenckiego życia za kasę rodziców, młodzi ludzie bardzo chcą maturę zdać i edukację kontynuować. Większość z tych pasożytów jest po studiach kompletnie bezużyteczna i niezdolna do znalezienia jakiegokolwiek zatrudnienia po pięciu latach przepuszczania stypendium na używki i szynkę konserwową.

Wykształcenie jest nam zupełnie zbędne, bo dzisiaj szansę na zaistnienie, na karierę i szalone zarobki mają ludzie, których iloraz inteligencji trzeba sumować, by otrzymać wartość dodatnią. Potem takie jednostki zamyka się na przykład w jednym domu i nagrywa w trakcie kopulacji, a ciemny lud się cieszy i kibicuje.

O tempora, o mores!

Jeżeli nadal myślicie, co robić w życiu, to podpowiadam — pokazywanie sromu już grali, musicie bardziej pokombinować. Może jakaś medialna defekacja, tym razem dosłowna, nie mentalna?  


piątek, 2 maja 2014

Polska? Nie kojarzę.

Nie od dziś wiadomo, że Warszawa to Berlin wschodniej Europy, ale nie licząc stolicy, Polska to ciemnogród i warto zawczasu uciec na zachód, w stronę cywilizacji. Jeśli miałeś pecha urodzić się w Polsce, to już zawsze w ustach będziesz mieć posmak smalcu. Jesteś z kraju patologii, który nigdy nie wyjdzie na prostą, bo przerasta go segregowanie odpadów, a wysrywanie psa na ulicy uważa za normę. W dodatku czujesz się tak bardzo lepszy od swoich patologicznych sąsiadów i wszystkich niedorozwiniętych społecznie ludzi, którzy cię otaczają. W przeciwieństwie do nich jesteś oczytany, masz gust i aspiracje — kupujesz ciuchy z sieciówek, właśnie wziąłeś sobie telefon w abonamencie na sto pięćdziesiąt miesięcy i jeździsz furą, którą Niemiec ze wstydu porzucił przy granicy. Jesteś kimś, a tacy ludzie nigdy nie będą tutaj szczęśliwi.

Zauważ, że ludzie sukcesu, o których codziennie czytasz, mają jedną cechę wspólną — nie są z Polski. Oni nawet nie mówią po polsku, dlatego dobrze jest, żebyś zaraz po opuszczeniu naszego kraju przestał mówić w tym obrzydliwie prostackim języku charakterystycznym dla chłopów małorolnych. Jak już pomieszkasz kilka miesięcy za granicą, twoja zmanierowana angielszczyzna stanie się wiarygodna i w sklepie na swojej rodzinnej wiosce będziesz kupował butter i pytał, czy jest bread. Wszystko zza nowiutkich Ray Banów od Turka, z którym mieszkasz na przedmieściach Londynu, w ośmioosobowym pokoju. Pamiętaj jednak, że nadal to ty jesteś tym, któremu płacą w funtach, a nie śmierdzących psią kupą i kapustą złotówkach. W Polsce jesteś drugi po sołtysie.

Droga na szczyt może być jeszcze prostsza, jeśli jesteś kobietą. Wystarczy znaleźć sobie męża na saksach i szpanować w smętnej Polszy, że się wyrwało takiego zagranicznego skarba. Oczywiście im bogatszy, tym lepszy. W tej roli doskonale sprawdzą się Niemcy, najlepiej tacy, którzy mają BMW w garażu i respirator przy łóżku.

Nie łudź się, że możesz cokolwiek osiągnąć, siedząc w kraju kalafiora. Tutaj dobrze żyje się tylko celebrytom, cała reszta nędznego społeczeństwa walczy w Tesco o przecenione serki homogenizowane. Połowa nie dożyje dnia, w którym spłaci ostatnią ratę kredytu za mieszkanie. Jeśli nadal nie zrobiło ci się przykro, to pomyśl, że Joanna Krupa pije teraz Dom Pérignon w klubie swojego męża, a ty nie masz pojęcia, co to Dom Pérignon, bo właśnie otwierasz piwo z Lidla za niecałe dwa złote. Zdrówko, kochani! 


czwartek, 1 maja 2014

Czym się różni żona od kochanki?

1. Wiekiem.
Żona, to wiadomo, nie jest model najnowszy, to raczej taka kilkunastoletnia Skoda — postawiona na podjeździe, nie robi wrażenia na sąsiadach i choćbyś nie wiem ile polerował, Mercedesa z niej nie zrobisz. Pół biedy, jak nie rozkraczy się gdzieś po drodze. To model, w który musisz wiecznie inwestować, a satysfakcja z jazdy jest poniżej przeciętnej. Żona to kobieta z reklam proszku do prania i sosów z paczki.

Kochanka natomiast jest jak sportowy samochód, za którym inni faceci oglądają się na ulicy. I nawet jeśli ma duży przebieg, nadal chcesz ją mieć. Kochanka ma być młoda, świeża, eteryczna i emanować energią, którą żonie odbiera rola męczennicy, która poświęciła się dla rodziny i szanownego małżonka.

2. Wyglądem.
Wiadomo, że jak kochanka jest młodsza, to i wygląda lepiej. Kochanka zwykle biega po mieście w szpileczkach, w krótkiej spódniczce, a jej piersi falują dokładnie pod brodą. Żona z kolei to typ kobiety, której się wydaje, że wszędzie może pójść w sztruksach i rozciągniętej bluzie.

 Kochanka doskonale wie, że faceci to wzrokowcy, a poza tym jak się w domu ogląda małżonkę w dresie poplamionym pomidorówką, to panterkowe legginsy nagle wydają się być gustowne i szykowne.

3. Zachowaniem.
Żona jest od tego, żeby marudzić, wymagać i dołować. Żona jak nikt zna męskie słabości i będzie swojemu małżonkowi codziennie o nich przypominała. Dla niej mąż jest tylko nieudacznikiem, który zalega na kanapie w salonie z tępym spojrzeniem wbitym w ekran telewizora.

Dla kochanki facet jest bogiem. Kochanka wie, co mówić i robić, by facet poczuł się cudownie doceniony. Będzie wiła się wokół męskich gaci w pełnym zachwycie. Będzie zawsze uśmiechnięta, gotowa wskoczyć na kolanka i połaskotać swojego misiaczka po łysince. To kobieta, która doskonale wie, czego potrzebuje uciemiężony małżeństwem mężczyzna.

4. Temperamentem.
Żona to kobieta, która jest całkowicie odarta z seksualności, która oddaje się mężowi z obrażoną miną, wzdychając i patrząc wyczekująco na zegarek. Dla niej seks to odrabianie pańszczyzny, a biedny małżonek musi posiłkować się pornosami, które ogląda ukradkiem kiedy ona śpi.

Kochanka to kobieta, która jest zawsze chętna i gorąca jak piec hutniczy. Zawsze w gotowości, bez zahamowań, z wyobraźnią i pasją zaspokajająca jego wszystkie pragnienia. Kochanka to kobieta, której facet nie musi się cały tydzień podlizywać, żeby pozwoliła się złapać za pierś.

5. Kosztem utrzymania.
Żona to inwestycja, która się nigdy nie zwraca. Pieniądze w błoto, psu w budę. Musisz ją utrzymywać i jeszcze wysłuchiwać, że za mało zarabiasz. W zamian dostajesz ciepłe posiłki i czyste majtki. I zero wdzięczności.

Kochanka to inwestycja, która w zasadzie nawet nie jest twoja. I kolejna kobieta, na którą wydajesz pieniądze. Kochanka to droga zabawka, która wprawdzie rzadko woła wprost o kasę, w przeciwieństwie do żony. I jest dużo skuteczniejsza w dojeniu faceta. On nawet nie zauważy, jak wyda na nią całą pensję. Ona wyłudzi dla siebie wakacje w Saint Tropez, on wyląduje na działce u teściów zastanawiając się, na co wydał ostatnie oszczędności. I jak spłaci żonę po rozwodzie jak ta się dowie, że miał romansik na boku…

Wszystkie teksty ukazujące się na blogu są mojego autorstwa i ich kopiowanie bez mojej zgody jest zabronione.

Zdjęcia i gify pochodzą z wyszukiwarki obrazów google.