czwartek, 16 stycznia 2014

Downsize me!

Nigdy nie czułam większej presji, żeby być chudą, niż teraz.
Zewsząd atakują mnie zdjęcia szczuplutkich modelek, aktorek, przypadkowych ślicznych dziewczyn w rozmiarze XS, a nawet XXS. I mam poważny problem, bo w spodnie tego rozmiaru ostatni raz weszłam mając jedenaście lat.

Pewnie, że chciałabym być chuda! Kaman, to musi być najlepsze uczucie świata, kiedy spodnie w rozmiarze 38 są dla ciebie o wiele za duże i musisz prosić o mniejsze. Mnie się to NIGDY nie zdarza. I nie grozi w najbliższej przyszłości.


To nie jest tak, że siedzę z tyłkiem na kanapie i zajadając chipsy, użalam się nad sobą. No dobra, może czasami tak jest, ale zwykle pilnuję się — jem rozsądnie, zdrowiej niż dawniej, odstawiłam wszystkie hormony, które powodowały, że nabierałam wody szybciej niż RMS Titanic po zderzeniu z górą lodową. Nadal jednak nie jestem chuda.


Niektóre kobiety mają biodra, całkiem spore. Na moich tłuszcz biwakuje od zawsze — tak po prostu mam. Jestem kobietą, którą tyłek wyprzedza w drzwiach. Pogodziłam się z faktem, że nie będę miała szpary czternastolatki między udami. Moje uda są nierozłączne jak Putin i Kreml.


Nigdy nie byłam na diecie-diecie. Wizja niejedzenia jest dla mnie zbyt przytłaczająca. Może dlatego nie będę nigdy chuda? Owszem, ćwiczę, zapewne więcej niż statystyczna Polka. Nadal jednak trzydzieści sześć to co najwyżej wynik pomiaru temperatury mojego ciała.


Czuję presję. Widzę zdjęcia dziewczyn, które mają na brzuchach kaloryferki, widzę dziewczyny, których nogi są równej grubości przez całą długość. Jestem zazdrosna, bo chciałabym być chuda, ale jednocześnie jestem bardzo mocno przywiązana do tłuszczy i węglowodanów.


Jeśli kiedykolwiek wcisnę tyłek w prawdziwe skinny jeans, dam znać. 

czwartek, 2 stycznia 2014

Witajcie w 2014 roku!

Ucichł huk wystrzeliwanych w powietrze sztucznych ogni, więc mogę dokonać krótkiego podsumowania tego, co działo się zeszłej nocy. Wydarzyło się całkiem sporo, co nie Maryla? Podobno jaki Sylwester, taki cały rok, i jeśli to prawda, to mam ciarki na plecach. Maryla Rodowicz przeniosła obnażanie się na zupełnie nowy, nieznany dotąd level. Na to nie wpadłaby nawet Monika Pietrasińska.


Edyta Górniak udowodniła, że można w Sylwestra stracić orietnację w terenie, i to na trzeźwo. Edzi pomylił się Wrocław z Krakowem, być może również Dwójka z TVN-em, oby tylko zera w kwocie wynagrodzenia za występ się zgadzały.

Joanna Liszowska błyszczała w Polsacie, w dodatku w zbyt obcisłym body, co nie umknęło uwadze czujnych komentatorów. Nie mam pojęcia, czy Joanna jest bardziej aktorką, piosenkarką czy uśmiechniętą panią z jury — mimo wszystko jednak miała w Sylwestra swoje medialne pięć minut i co najmniej pięć kilo nadwyżki w stosunku do outfitu, jaki zaprezentowała.

Dżoana Krupa jak zwykle uwieczniła i opublikowała swoje fabulous life. Kiedy my popijaliśmy szampana z Biedronki, ona delektowała się trunkami z najwyżej półki. Na takie życie trzeba sobie jednak zapracować. W jaki sposób? W zasadzie to nie wiem, ale to musi mieć coś wspólnego z bogatym mężem i handlowaniem prywatnością.

Beata Kozidrak jak zwykle wystąpiła w krótkiej sukience i kozakach, co poniekąd stało się jej znakiem rozpoznawczym. Musiało być jej jednak smutno, że przegrała w starciu z plastikowym popiersiem Maryli. W tej konkurencji nawet sylikonowe popiersie Dody nie miało najmniejszych szans. Maryla, dałaś czadu!

Gdybym była przesądna powiedziałabym, że ten rok upłynie pod znakiem pokazywania piersi i błysku cekinów. Mam jednak nadzieję, że temat został wyczerpany i teraz będzie już tylko lepiej. Albo gorzej. Szczęśliwego Nowego Roku!
Wszystkie teksty ukazujące się na blogu są mojego autorstwa i ich kopiowanie bez mojej zgody jest zabronione.

Zdjęcia i gify pochodzą z wyszukiwarki obrazów google.