piątek, 27 września 2013

Ona tańczy dla mnie!

Było o facetach, teraz czas na kobiety, jakie można spotkać na imprezie.Numer jeden — poszukiwaczka. Poszukiwaczka chodzi na imprezy tylko dlatego, że ma nadzieję poznać faceta swojego życia. Tak naprawdę nie odmówi żadnemu, który zwróci na nią uwagę. Jeśli nikt jej nie poderwie, wraca do domu z płaczem i ogląda „Dziennik Bridget Jones” i zagryzając smutek wafelkami. Najpewniej następnego dnia napisze na facebooku, że nienawidzi facetów.


Typ numer dwa to laleczka. Laleczka wie, że jest boska, a faceci na jej widok wstrzymują oddech. Żaden klub nie jest dla niej wystarczająco dobry, dlatego od wejścia kręci swoim pięknym noskiem. Oczekuje drinków i komplementów. Obgaduje wszystkich dookoła i udaje niedostępną. Tak naprawdę odda się za mojito i papierosa.


Kolejny typ to łatwa laska. Łatwa laska ociera się o wszystkich facetów, daje sobie włożyć rękę pod spódniczkę, a potem ląduje w kiblu z jakimś średnio trzeźwym gościem, który nawet nie zapamięta jej imienia. Imprezuje co tydzień i po każdej imprezie robi sobie test na kiłę.


Numer cztery to przyzwoitka. Przychodzi z ładniejszymi koleżankami, siedzi w kącie i w razie potrzeby odpędza każdego potencjalnego zainteresowanego od swoich przyjaciółek. Jest brzydka i niezwykle skuteczna w działaniu, często pilnuje drinków reszty albo trzyma im torebki.


Numer pięć — wieśniara. Wieśniara przychodzi na imprezę w satynowych spodenkach i bluzce, spod której przebija stanik. Jest wulgarna i niezbyt inteligentna, ale nie pogardzi facetem, który jeździ golfem i przyszedł na imprezę w koszulce Adidasa.  


Typ ostatni to żonka. Laska wyrwała się z domu, bo teściowie zgodzili się popilnować jej dziecko, a „stary” poszedł do roboty na drugą zmianę. Jest głośna, łasi się do facetów i żebrze o drinka. Na parkiecie tańczy tak, że widać jej majtki. 


Wszystkim imprezowiczkom życzę udanego weekendu!

On tańczy dla mnie!

Czyli o tym, jakich facetów możemy spotkać na imprezie.
Pierwszy typ to studenciak. Studenciak czuje się królem życia, bierze pieniądze od rodziców i przepuszcza na tanie alkohole. Udana impreza to taka, z której wynoszą go koledzy. Jest głośny, zaczepny i próbuje przelizać jak najwięcej panienek. Dobrze, jeśli któraś zaprosi go do akademika. 


Drugi typ to biznesmen. Przychodzi do klubu w garniaku i zamawia whisky z colą. W przeciwieństwie do studenciaka, może ci postawić drinka i uważa to za przepustkę do twoich majtek. Nie tańczy, raczej stoi z boku i obserwuje. Opcjonalnie, siedzi w loży z grupką kolegów i razem udają, że są bogaci i mogą mieć każdą pannę w tym klubie.


Typ trzeci to poszukiwacz szansy. Poszukiwacz najczęściej jest mocno zakompleksiony, ma wymiętą koszulę i pachnie tanim dezodorantem. Nie potrafi podrywać dziewczyn, ale zakocha się w każdej, która z nim zatańczy. Będzie podbijał do wszystkich twoich koleżanek, aż któraś da się złapać za tyłek.


Czwarty typ to król balu. Ładny chłopiec, któremu tata pożyczył samochód, dlatego dzisiaj to on rządzi w tym klubie. Z pogardą spogląda na towarzystwo, sączy jednego drinka przez godzinę i wije na parkiecie, jakby miał atak padaczki. Udaje, że jest znajomym Armina Van Buurena i wita się z barmanem, bo to jego ziom.


Piąty typ to napakowany półgłówek. Przyszedł ze swoimi kumplami z siłki, każdy z nich w za małej białej koszulce, która podkreśla biceps. W przeciwieństwie do mięśni, ich móżdżki są małe i zwykle nie umieją nawet przeliterować słowa „dyskoteka”. Najpewniej przeleci jakąś pijaną laskę w kiblu i reszta będzie mu przybijała piątki. 


W kolejnym poście omówię kwestię pań, jakie można na imprezie spotkać - stay tuned!

poniedziałek, 23 września 2013

Typowi goście weselni

Kto był na weselu, ten wie, z jakimi typami ludźmi można się spotkać przy wspólnym weselnym stole. Sztywna atmosfera z początku imprezy szybko rozmywa się w kolejnych kieliszkach wódki, a w gościach weselnych budzą się głęboko uśpione demony.


Pierwszy ujawnia się rubaszny wujaszek, samozwańczy wodzirej, który wznosi kolejne toasty i dopinguje pozostałych do wychylenia kieliszeczka. Jest też koszmarem wszystkich pań, gotów wyszarpać je na parkiecie. Nie ma udanego wesela bez kropelek potu wujaszka, lądujących na dekoltach przerażonych niewiast. Zwykle nad ranem z parkietu zbiera go jego żona, opcjonalnie ktoś zwołuje poszukiwania, które kończą się znalezieniem wujaszka śpiącego w toalecie.


Kolejna jest modna ciotka. Modna ciotka zwykle ma sztywną od lakieru fryzurę, na którą składa się burza zafarbowanych na bordowo włosów i suknię z tafty. Łatwo się wzrusza, lubi chwalić osiągnięciami wnuków i sączy jeden kieliszek wódki przez całą imprezę.


Jest też zwykle jakaś gwiazda imprezy, najczęściej pod trzydziestkę, w przykrótkiej wyzywającej kiecce z poliestru. Wujkowie spoglądają na nią pożądliwie, a ona tęsknym wzrokiem spogląda w kierunku młodych chłopaków, którzy akurat przyszli sami na imprezę. Po pijaku obmacuje ich i próbuje całować.
Jest też dziewczyna, która złapała welon i wstydzi się tańczyć z chłopakiem, który chwycił musznik. On zwykle jest mocno wstawiony, a ona zażenowana, kiedy tłum zaczyna skandować „gorzko, gorzko”. Ostatecznie daje się pocałować w policzek.


Są i mistrzowie oczepinowych zabaw, którzy zapamiętale walczą o flaszkę, rozbijając się i potykając o własne nogi. Najlepiej, jeśli zabawa uwzględnia obmacywanki, wtedy jest najwięcej śmiechu.


Wesele nie może obyć się też bez przynajmniej jednej osoby, która przesadziła z alkoholem i co najmniej jednego aspirującego wokalisty w średnim wieku, który przejmuje mikrofon od orkiestry. To fakt, że wesele rządzi się swoimi prawami, a większość występków zostanie szybko wybaczona. O ile nie uchwyci ich kamera! 

poniedziałek, 16 września 2013

Jak zrobisz mi dramat to Ci kupię jeansy.

To, że TVN przenosi na rodzime podwórko formaty zagraniczne, nie jest dla nikogo tajemnicą. I tym razem nie mogę oprzeć się wrażeniu, że nowy program z udziałem Mai Sablewskiej to hybryda kilku zagranicznych programów o mniej lub bardziej spektakularnych metamorfozach, a sama Sablewska to nieco okrojona damska wersja Gok Wana z domieszką zagranicznych guru stylizacji, Trinny i Susannah. Sablewska nawet mi trochę Trinny przypomina, ale ja nie o tym. Bardziej chodzi mi tutaj o pewną konwencję. Konwencję medialnego uzewnętrzniania się, i generalnie jakąś taką dziwną modę na licytowanie się, kto miał w życiu gorzej.


Zacznijmy od facebooka, bo nie każdy dostanie niepowtarzalną szansę wypłakać się przed kamerami TVNu, z ckliwą muzyczką w tle, podkreślającą dramatyczny charakter historii głównego bohatera. Otóż na facebooku każdy z nas może się pożalić, jak ma w życiu źle. Nie wiem jak Wy, ale ja mam bieżący wgląd we wszystkie sytuacje zachodzące w życiu znajomych, które głupio zalajkować, ale z drugiej strony nawet by się chciało, bo relacja jest na tyle przykra i smutna, że aż mi głupio, że nie mam gorzej. 


W kraju, w którym szaleje kryzys, nie wypada się cieszyć. Popatrz, te wszystkie programy — tam ludzie tylko o tym, jaką to mają biedę i niedolę, jak w domu brakowało na papierosy, a do szkoły trzeba było jeździć pekaesem. I tak sobie oglądam program o modowych metamorfozach i dowiaduję się, że główna bohaterka była prostytutką. Odcinek dalej — laska, która poroniła. Makijaż spływa pod ciężarem łez, Maja się wzrusza, kiwa głową ze zrozumieniem, ale za chwilę jest akcent pozytywny, bo ruszają razem po nową bluzeczkę! Ulga, naprawdę ulga.


Dobra, ja naprawdę nie chcę być złośliwa, ale opowiadanie w telewizji o poronieniach, konfliktach z rodziną, braku kasy niespecjalnie do mnie przemawia. Aczkolwiek rozumiem, że stacja właśnie takich ludzi wyławia z premedytacją — takich, którzy łykając łzy opowiedzą, jak ciężko im się żyje. Nie sądzę jednak, żeby komuś żyło się łatwiej po tym, jak w telewizji opowie, że się prostytuował.


Nie jestem zaskoczona, że Maja wchodzi w rolę zbawicielki, która dobrze dobranymi jeansami rozwiązuje człowiekowi wszystkie życiowe problemy. Ocieplanie wizerunku, jakby ktoś pytał. 

Problemy (za)ściankowe

Człowiek nawet nie ma pojęcia, jakie dramaty rozgrywają się tuż obok, za ścianą. Ścianą, na której tle pozują dumnie nasze rodzime gwiazdy. Otóż wynikła przy okazji niemała afera, bo Joanna Jabłczyńska zamiast grzecznie czekać w kolejce, uniosła się dumą i wyszła. Bo Joasia się przepychać i wykłócać nie będzie, nawet za cenę zapozowania na ściance. 


Sprytne zagranie, Joasiu! Teraz cała Polska, z ekipą Dzień dobry TVN na czele, żyje Twoim dramatem i ze zrozumieniem kiwa głową, słuchając pełnej napięcia relacji z całego wydarzenia. Pokaz? Jaki pokaz, kogo obchodzą te łachy! Dużo ważniejsze jest to, kto Joannie zajął miejsce siedzące i dlaczego musiała w ogóle w jakiejś kolejce stać.



Proszę państwa, tutaj trzeba jedną rzecz zrozumieć — w kolejce to może sobie stać przeciętny przedstawiciel klasy średniej, którego szczytem marzeń jest kupić dwie butelki Pepsi w cenie jednej, a nie pani Joanna, która jest aktorką! Trzeba ustalić jakąś hierarchię i kto ma stać, ten niech stoi w tej kolejce i patrzy, jak wielcy przemykają bokiem, pozdrawiając tłum szaraków pogardliwym spojrzeniem.




Wczujmy się w sytuację pani Joanny — poświęca swój cenny czas, odkłada na moment te wszystkie skrypty, te scenariusze, odkopuje się spod nich i postanawia uświenić swoją obecnością jakiś niszowy pokaz. Zamiast wdzięczności, napotyka przeszkody w postaci piętrzącego się u wejścia tłumu. I co, ona ma się tam przepychać łokciami? Tłum ten powinien rozstąpić się niczym Morze Czerwone na mojżeszowe wezwanie, a nie irytować naszą gwiazdę i zmuszać ją do opuszczenia lokalu. Wstyd. Jakaś miła pani zaproszona do studia zauważa, że to zniewaga, że to tak, jakby Annę Wintour podsiąść. Kto nie zna, niech wygoogluje.



Że też tym ludziom z TVNu chce się jeszcze takimi pierdołami zajmować. I zastanawiam się, jakim cudem są w stanie zachować pełną powagę rozmawiając z ludźmi, którym się zwyczajnie w życiu nudzi i w dupie przewraca z braku jakiegoś zajęcia.   

środa, 11 września 2013

Przegląd polskich celebrytek

Każda z nas ma w sobie coś z Edyty Górniak. Lubimy pokręcić noskiem, pogrymasić, poudawać, że wciąż mamy dwadzieścia lat i próbować wykrzywić usta, tocząc nierówną walkę z toksyną botulinową. 


Niestety, nie każda z nas jest celebrytką, jak Edyta. Edzia otwiera zestawienie polskich celebrytek, które na to miano w pełni zasłużyły. Edyta jest właściwie uosobieniem wszystkich sztandarowych cech szanującej się celebrytki. Pani Edyto, chapeau bas!


Weźmy taką Marinę Łuczenko. Jej cudowny świat hashtagów i żelowych paznokci wydaje się być całkowicie poza zasięgiem przeciętnej Polki. Plebs zasmakował luksusu, mogąc dostać kawę ze swoim imieniem na kartoniku, ale to jeszcze nie czyni z nikogo Mariny.


A taka, dajmy na to, Natalia Siwiec? Gwiazda stadionowa, jaśniejsza od kibolskiej racy, która uświetnia każde ważniejsze i zupełnie nieistotne wydarzenie w tym kraju. Natalia lubi mówić o sobie, pozować do zdjęć i nawet nie udaje, że istnieje w mediach po coś.


No a słynna Wodzianka? Laska nosi dzbanek z wodą u Wojewódzkiego, a doczekała się swoich pięciu minut sławy! Wydawałoby się, że ktoś pełniący taką funkcję, wolałby pozostać anonimowy. Nic bardziej mylnego.


Jeśli mowa o celebrytkach, nie sposób pominąć nazwisko Ani Muchy. Ania sztukę bywania przenosi na całkiem nowy poziom, bywając… w ciąży. Anka ma głowę na karku i już z pierwszej ciąży uczyniła prawdziwy i całkiem dochodowy biznes. Nic dziwnego, że postanowiła wyjść (a raczej zajść) naprzeciw oczekiwaniom mediów i proszę! znowu jest w ciąży. 


Poprzednim razem zawiesiła poprzeczkę wysoko, robiąc ciążową sesję, projektując kocyki i występując w roli autorytetu w kwestii macierzyństwa. Co zrobi tym razem? Jestem o nią spokojna, ma całe dziewięć miesięcy na opracowanie planu działania. 

wtorek, 10 września 2013

W jak wagina

Moda na epatowanie cipką trwa.
Wydawało się, że Patrycja Wojnarowska, pokazując tyłek, zdeklasowała wszystkie rywalki. Pokazywanie sutków czy pośladków już się wszystkim znudziło, dlatego przyszedł czas, by posunąć się o krok dalej.


Nowy trend zapoczątkowała Monika Pietrasińska, bezceremonialnie pokazując publicznie swoją - pardon -  psiochę. Nie wiadomo, czy miało to służyć promocji serialu, w którym gra (niestety, twarzą) czy jedynie jej skromnej osoby, od pasa w dół.


Aby nie zostać w tyle, słynąca z pokazywania Natalia Siwiec opublikowała zdjęcie swojej piczy na Instagramie. Oczywiście teraz się tego wypiera. Niemniej, rozgłos jest. Znowu cel został osiągnięty, bez względu na to, czyja cipka znalazła się na zdjęciu.


Tylko czekać, aż kolejne panie zdecydują się zrezygnować z bielizny podczas wielkiego wyjścia i pokazać fotoreporterom swoją spragnioną uwagi waginę.Zastanawiam się, czy panowie podchwycą temat i zdecydują się na pokazywanie swoich rządnych sławy fallusów. 


Ja to się w sumie tym paniom nawet nie dziwię - no bo co one innego mogłyby pokazać, jak nie krocze? Poza tym, żyjemy w czasach, kiedy ciężko człowieka zszokować, bo wszystko właściwie zostało już powiedziane, i pokazane. Dlatego dobrze jest mieć asa w rękawie, albo raczej jakąś waginę pod ręką. 


Z niecierpliwością czekam na kolejne aspirujące celebrytki, które odważą się pokazać swoją Bożenę szerszej publiczności. 

czwartek, 5 września 2013

Seriale, seriale...

Sezon na seriale uważam za oficjalnie otwarty!
Chyba każda szanują się stacja telewizyjna wypuszcza ze swojej stajni jakiś hitowy serial. Tym razem jednak będę się pastwiła nad znanym już formatem, czyli Na Wspólnej. 

Na Wspólnej gości w naszych domach od 2003 roku. Przez te 10 lat sporo się działo. Było sporo dramatów i niespodziewanych zwrotów akcji. Były zdrady, gwałty, pogrzeby, rozwody, odnalezione dzieci, utracone posady, zazdrość i szarpanie za włosy. 


Jednym słowem - działo się, i to całkiem sporo.
Generalnie w serialu mamy cały przekrój społeczeństwa - od łysego alkoholika, poprzez histeryczną prawniczkę, aż po dziewczynkę ze zrośniętymi brwiami (straszna choroba). 


I tak mamy na przykład okazję przypatrywać się losom Emilki, czyli takiej dziewczyny z Podlasia, które się warszawiakom kojarzy z piecami kaflowymi, brakiem bieżącej wody i perspektyw. Emilka przyjechała do Warszawy, bo jak już wiemy, jest to miasto wielkich predyspozycji. Oczywiście zaciążyła i z tego powodu dramatom nie ma końca. 

Jest też Ewa "nie mogę żyć bez faceta" Hoffer, która płynnie przechodzi z rąk łysego budowlańca do owłosionego ukraińca, jest Andrzej, który w scenach seksu wypada zwyczajnie obrzydliwie i jego żona, która dowiedziawszy się o zdradzie, popada w emocjonalną ruinę. Jakby posiadanie rudego syna nie było wystarczającym nieszczęściem. 


Wszystko nagrywane w prowizorycznym studio i właściwie każde mieszkanie wygląda tak samo. Ciężko się nie zorientować, że to mieszanka styropianu, pleksi, płyty pilśniowej i gadżetów z Ikei. Czyli jak cały ten nasz kraj - totalna prowizorka. 

Nie będę się jednak czepiać wnętrz, bo najważniejsza jest tu fabuła. Nigdy nie wiesz, kto z kim się puści albo czyje dziecko się odnajdzie po latach. Tu jest element zaskoczenia, są prawdziwe ludzkie dramaty. To są emocje!


Jeśli w twoim życiu, podobnie jak w moim, emocji brakuje, zapraszam przed telewizory. Od poniedziałku do czwartku moje życie ma sens. 

ALE ALE!

Ostatnio wytropiłam sensacyjną nowość, serial konkurencyjnej stacji - To nie koniec świata!
Totalnie oryginalny, czyli laska z Podlasia (szok!) ucieka sprzed ołtarza, a potem poznaje Wieczorka, który wciela się w rolę upadłego byznesmena! Nie wpadlibyście na to, co? 
Polecam, polecam gorąco. Nawet jeśli nie masz pojęcia, co to Podlasie. 

środa, 4 września 2013

Kto nie lubi polskiego wybrzeża?

Do wakacji nad polskim morzem generalnie lepiej się nie przyznawać. Może ewentualnie do pobytu w Sopocie. Jak postoisz na balkonie Sheratona, to może nawet ludzie uwierzą, że jesteś gwiazdą.




Generalnie nad polskim morzem jest drogo i tego nikomu tłumaczyć nie trzeba. Ale nie dla każdego powodem do narzekań jest kwestia nadmorskich cenników! Beata Tadla była zapewne jedyną z nielicznych osób na całym wybrzeżu, którą było stać na gofra z bitą śmietaną i owocami. Polska biedota jada tylko z cukrem pudrem, i to na pół z małżonkiem. Ale Beata zadowolona z wakacji mimo wszystko nie wróciła — stwierdziła, że jest tłoczno, jarmarcznie, tandetnie, pretensjonalnie. I do tego leje deszcz. Sytuacji nie ratuje nawet sypianie z pogodynką, tudzież pogodynem, bowiem przeznaczenia nie oszukasz i jak ma padać, to będzie, od początku urlopu aż do samego końca.



Nie tylko Beatce się nad morzem polskim nie podobało. Narzekała również Rihanna, przyzwyczajona do luksusu, kokainy i pięknych barbadoskich plaż. Jak na laskę, która jest w stanie zaakceptować przemoc domową, jest cholernie wrażliwa na ludzką ciekawość i obecność samozwańczych paparazzi. 



W zasadzie to ja Rihannę rozumiem. Nad polskim morzem jest niestety tłoczno, brudno, kwatery drogie, o jedzeniu nie wspominając. Typową atrakcją są parki rozrywki - relikt lat 90. - oraz automaty do gier. Opcjonalnie, zabawa taneczna w rytmach kalekiego disco. Ktoś reflektuje? Beata pogardziła, ale ona może. Ją na to stać. Klasa średnia nadal będzie pielgrzymować do Władysławowa, narzekając na brud, smród i ubóstwo, podczas gdy ta lepsza część społeczeństwa będzie leżakowała w Hurghadzie. 

poniedziałek, 2 września 2013

Sezon na lolitkę

Na ulicach pojawiły się lolitki w zakolanówkach, skąpych spódniczkach i w butach na obcasie. 
Stąd wiem, że rozpoczął się rok szkolny.

A czy twoja córka wyglądała dziś jak nastoletnia dziwka? 


Kilka, kilkanaście lat wstecz być może wydawało mi się, że krótka spódniczka i obcasy to idealny outfit dla czternastolatki, ale miałam to szczęście, że wizja mojej mamy na temat stroju szkolnego znacząco odbiegała od mojej. Gdybym chciała wyjść z domu w tym, co miały na sobie dzisiejsze uczennice, mój tata zakwestionowałby swoje ojcostwo. Przecież to niemożliwe, żeby miał aż tak głupie dziecko. 

Co więc zmieniło się w ciągu kilku, nawet nie kilkunastu lat?

Niewiele rzeczy mnie szokuje czy bulwersuje, ale nadal nie rozumiem, dlaczego dziewczyny w wieku zdecydowanie poniżej osiemnastu lat mają tak wielką potrzebę świecenia tyłkiem w szkole? Ktoś jest mi to w stanie logicznie wytłumaczyć?

Świat się kończy. 

Miłość na bogato i intelektualna bieda

Obejrzałam pierwszy odcinek tego arcydzieła.
I czuję się, jakby mi ktoś dał w mordę. 
Czuję się tym serialem obrażona. 

Po pierwsze, narracja. W roli narratora Krystyna Czubówna dyslektyków, czyli Julia Kuczyńska. Musiałabym się bardzo skupić, żeby zrozumieć, co to dziewczę mówi. Najwyraźniej dobieranie ciuchów idzie jej lepiej niż czytanie tekstu.


Nie będę się jednak pastwiła nad Julią, ona przynajmniej nie pokazała tam twarzy. Ani sromu! 
No, to idziemy dalej. 

Miejsce akcji - Warszawa. Mityczna Warszawa, czyli mekka wszystkich, którzy lubią zapach pieniędzy, kawy ze Starbucksa i psiej kupy. Ile ja się tam bogactwa naoglądałam, o losie! Warszawa to taki Nowy Jork państw wschodu, takie miasto wielkich szans, gdzie - cytując za główną bohaterką "Miłości na bogato" - "jest więcej predyspozycji". Ale to dopiero początek językowego freestyle'u w wykonaniu naszej niedoszłej Top Model. 


W skrócie? Takiej biedy językowej to ja już dawno nie doświadczyłam. Związek Marceli z językiem polskim jest trudny i odniosłam wrażenie, że na odległość. Marcela to taki Furby, którego ktoś obsadził w serialu. Kojarzycie tę zabawkę, prawda? Przewracała oczami i nie było wiadomo, co mówi, a gadała sporo. Tak można podsumować występ Marceli w pierwszym odcinku "Miłości na bogato".

Marcela namiętnie nadużywa form "ciebie" i "tobie", oraz stwierdzenia "ja tak mam", kiedy nie bardzo pamięta, co miała w scenariuszu (zaraz, jest jakiś scenariusz?). Mimo wszystko cały czas się łudzę, że to są jaja i ktoś Marceli kazał język polski kaleczyć. Jeśli tak - chapeau bas! 

Marcelę zostawmy w spokoju, przejdźmy dalej. I niżej. Tak, czekałam na kobietę-łechtaczkę! Poznałam ją o dziwo po twarzy. Ale tą twarzą niewiele tam zagrała. Pewnie dziwnie się czuła, nie mogąc pokazać krocza. Dziwnie było nie widzieć jej krocza. Może następnym razem?


I jeszcze nasza gwiazda! Candy girl uświetniła pierwszy odcinek swoją obecnością, i czara bogactwa została przepełniona. Ile się człowiek w jednym odcinku napatrzył na ten dobrobyt, normalnie Hollywood w polskich domach. I trochę paździerzy. 

Kończąc ten wywód, jestem zaskoczona, że da się zrobić coś bardziej żenującego niż te wszystkie "Trudne sprawy" i "Pamiętniki z wakacji". Można pójść o krocze krok dalej! Proszę państwa, proszę o zapięcie pasów, podróż na samo dno dopiero przed nami. 


Wszystkie teksty ukazujące się na blogu są mojego autorstwa i ich kopiowanie bez mojej zgody jest zabronione.

Zdjęcia i gify pochodzą z wyszukiwarki obrazów google.