poniedziałek, 7 stycznia 2019

Jak zmarnować sobie życie?


W związku z Nowym Rokiem grzechem byłoby nie przygotować dla Was poradnika – wiadomo, że Nowy Rok to stara ja i tak dalej, w związku z czym postanowiłam ująć w kilku punktach krótki know-how dotyczący marnowania swojego życia, a nie tylko 2019 roku. Zapraszam serdecznie i cieplutko do lektury!

Bądź Polakiem

Umówmy się, już samo pochodzenie z Polski jest żałosne i nikt na świecie nie traktuje nas poważnie – no, może poza taką Somalią czy Sudanem, gdzie zazdroszczą nam, że mamy kible w domach, ale to nie wszyscy, bo to tak naprawdę standard w Mazowieckim a przywilej na Śląsku, na wschodzie zaś posiadanie kibla w domu funkcjonuje jako legenda typu potwór z Loch Ness czy Yeti w górach – nikt nie widział na oczy, ale wszyscy coś tam niby słyszeli, ale i tak wszyscy srają gdzie popadnie i wszędzie unosi się niewyobrażalny smród. Pomyśleć, że w tym samym czasie Warszawa przeżywa, że ma smog. A wyobrażacie sobie żyć w miejscu, gdzie stale śmierdzi gównem? No właśnie, to zapraszam na wschód Polski. 


Wschód to generalnie taka odnoga Polski przeznaczona do amputacji, ale nikt nie ma odwagi go zaorać. Nikt normalny w zasadzie się tam nie zapuszcza, głównie ze strachu o własne życie. Na przykład po takim Podlasiu krąży czarna Wołga porywająca mieszkańców. Mafia sprzedaje ich potem na mięso, ale za granicą mięso z Polaka uważane jest raczej za odpad i karmi się nim głównie świnie. Zresztą, ten proceder ma miejsce nie tylko na wschodzie Polski. Słyszeliście o afrykańskim pomorze świń? „Pomorze” nie jest w nazwie przypadkowe. W ostatnich miesiącach świnie masowo umierają, w niektórych chlewach trwają akcje protestacyjne – świnie nie chcą żreć mięsa z polskich chłopów.  


Bycie Polakiem to w dużym skrócie powód do wielkiego wstydu, w samej Europie patrzą na nas z politowaniem i zastanawiają, czy my w Polsce chodzimy nago w swoich lepiankach i czy zjadamy swoich sąsiadów. Poza tym jesteśmy podejrzewani o rozsiewanie chorób wenerycznych, ale to akurat prawda, bo kto był na Śląsku ten wie, że tam wszyscy mają mordy wykrzywione kiłą przekazywaną z ojca na syna. Jeśli chcesz zmarnować swoje życie i akurat przypadkiem jesteś Polakiem, to jesteś na dobrej drodze by to uczynić, i jest to droga na skróty.


Nie miej kasy

To zasadniczo wynika z punktu pierwszego, ponieważ jak wiadomo Polak nigdy nie ma kasy, jest to coś, co dziedziczymy z pokolenia na pokolenie. Polak marzy o jachtach w Monako i piciu prawdziwego szampana, a potem budzi się w łóżku zrobionym z worków ze słomą i je konserwy turystyczne. Nieco lepiej żyje się w dużych miastach, głównie Warszawie, bo tam każdy zapierdala żeby potem móc patrzeć na innych z wyższością. Generalnie Polak ma kasę tylko wtedy, kiedy wie jak kraść, albo pracuje za granicą – najpierw myjesz niemieckie kible, a potem przyjeżdżasz do kraju rozpierdalać pieniądze i stawiać drinki znajomym. Oficjalnie jesteś dla wszystkich bogiem, nieoficjalnie co wieczór płaczesz w poduszkę i chcesz się zabić. Do braku kasy szybko się przyzwyczajamy, jesteśmy narodem biednym, zgorzkniałym, zakompleksionym, większość popełnia samobójstwo przed trzydziestką i to jest tendencja, która podoba się zachodowi dążącemu po cichu do czystości rasy.


Nie zrób kariery

Od razu wyjaśnię, że w tym smutnym jak pizda kraju za karierę uważa się sytuację, kiedy pracujesz na etacie i zarabiasz powyżej 2,5k na rękę. Czyli generalnie jest to stan poza zasięgiem 80% Polaków, o ile nie są akurat kierownikami zmiany w Lidlu albo managerami w korpo. Polacy od dziecka oswajają się z myślą, że nie zrobią żadnej kariery, że o swojej pracy będą opowiadać ze wstydem w głosie, ale i tak sam fakt posiadania pracy będzie już wielkim wyczynem w kraju, gdzie bezrobocie według najnowszych statystyk sięga 67%. Co prawda mamy w kraju ludzi takich jak Solorz-Żak, czyli z kasą, ale oni większość czasu spędzają poza Polską i intensywnie zabiegają o nadanie obywatelstwa szwajcarskiego. Polacy nadają się jedynie do prostych prac fizycznych, nie wymagających myślenia, analizowania i przetwarzania informacji. Nikt nigdy nie dotrze do Doliny Krzemowej, nie wyśle sondy w kosmos ani nie znajdzie leku na raka, ale za to jesteśmy świetni w operowaniu łopatą, handlu wrakami zachodnich samochodów czy kradzieżach. 


Bądź singlem po trzydziestce

Nie ma nic gorszego niż bycie singielką po trzydziestce. No może poza byciem ciężarną panną na polskiej wsi. Jak wiadomo, takie panny są szybko wydawane za pierwszego napotkanego wieśniaka stanu wolnego, zwykle jakiegoś upośledzonego, który nie do końca zdaje sobie sprawę, w czym bierze udział, ale panna zostaje tym sposobem ocalona od rytualnego topienia w szambie sołtysa. Samotne kobiety to czyste zło, jak dowodzą badania naukowe, baba bez bolca dostaje pierdolca i z czasem kobietom zaczynają rosnąć wąsy, bo pozbawiona chłopa baba stopniowo sama się w niego zmienia – rośnie poziom testosteronu, agresji i spada iloraz inteligencji emocjonalnej. Faceci mają nieco lżej, bo samotny mężczyzna po trzydziestce brzmi intrygująco, nieco niepokojąco, ale kojarzy trochę z Christianem Greyem, chociaż w rzeczywistości zarabia najniższą, ma zakola i nosi wieśniackie jeansy z Croppa.  


Samotni ludzie generalnie dziczeją, z czasem zaczynają rozmawiać z drzewami, pić alkohol i wstrzykiwać sobie marihuanę. Na wsiach podejrzewani są o uprawianie czarnej magii. Jeśli chcesz zmarnować swoje życie, koniecznie nie zakładaj rodziny przed trzydziestką. Wszyscy zaczną się zastanawiać, co jest z tobą nie tak, bo przecież zdrowi, normalni ludzie biorą śluby, rozmnażają się, rozwodzą, jest jakaś dynamika w relacjach. Owszem, bycie singlem jest usilnie lansowane w dużych miastach Polski, że niby takie modne i nowoczesne, ale w rzeczywistości jest tylko próbą zamaskowania rzeczywistej skali problemu i próbą oswojenia tej swoistej degrengolady i upadku obyczajów. Normalni ludzie żyją w heteroseksualnych parach, tylko tradycyjna, Polska rodzina może stanowić ostoję wartości i gwarancję przetrwania i – co ważniejsze – przedłużenia gatunku ludzkiego. 


Do następnego, XOXO

sobota, 22 grudnia 2018

Jak przetrwać Święta?

Święta to czas pojebany jak Podlasie, bo z jednej strony czujesz taką presję kupowania świecących reniferów, wieszania skarpet nad kominkiem, dekorowania choinki, a z drugiej czujesz pustkę, Weltszmerc i masz myśli samobójcze, widząc jak stara wyzywa na sernik, że znowu popękał na wierzchu. W psychologii nazywamy to dysonansem poznawczym. Potem patrzysz na ten sernik i widzisz, że to taka metafora Twojego życia, czyli w środku może nawet jesteś wartościowym człowiekiem, ale wszyscy widzą to, jak zjebanie wyglądasz i próbują robić dobrą minę do złej gry, prawiąc komplementy i zachwalając puszystą strukturę.


I tu pojawia się pytanie  - jak przetrwać Święta? Wiadomo, że jak jesteś celebrytą lub celebrytką, to od początku grudnia pieczołowicie planujesz swój feed na Instagrama, kupujesz wszystkie drogie gadżety świąteczne, Twój dom od połowy grudnia wygląda jak chata króla cyganów, ale to nic, bo w Internecie wszyscy zachwycają się tym, jak pięknie zaaranżowałaś swoje wnętrza. Potem zamawiasz sushi i Prosecco i masz Wigilię z bani.


Jeśli jesteś zwykłym, szarym, polskim mężczyzną, to przede wszystkim zachowaj bezwzględny spokój, nawet jeśli Twoja stara okłada Cię mopem i grozi, że w przyszłym roku będziesz miał chuj nie Święta, skoro nie chcesz wytrzepać dywanu. Postaraj się schodzić swojej sfrustrowanej małżonce z drogi, najlepiej schowaj się w tapczanie i wyjdź dopiero w Wigilię, kiedy będzie w dobrym nastroju, bo barszcz wyszedł lepszy niż u teściowej. 


Jeśli jesteś zwykłą, szarą, polską kobietą, to masz przejebane, bo całe dnie spędzasz w kuchni, a potem orientujesz się, że od dwunastu godzin wstrzymujesz mocz. Modlisz się, żeby krokiety się nie otwierały podczas smażenia, a biszkopt wyszedł idealnie wilgotny. Potem pół nocy jeździsz na szmacie, zaglądając pod każdy możliwy mebel. Kiedy znajdujesz starego skitranego w tapczanie, zastanawiasz się, co ten idiota właściwie robi i czemu jeszcze nie ubrał choinki.  Robisz mu karczemną awanturę, na którą on reaguje płaczem. Do Wigilii nie odzywacie się do siebie, ale potem wrzucacie rodzinną fotkę na Facebooka i pod wpływem ilości zebranych lajków postanawiasz jednak się z nim nie rozwodzić.


Wesołych Świąt Kochani! Besos!

środa, 15 sierpnia 2018

Dlaczego homoseksualizm nie jest normalny?


Sodomici. To ostatnio szalenie modne określenie osób homoseksualnych, wylansowane przez pana Mariusza Błaszczaka. Błaszczak budzi w Polsce szacunek bo posiada kompletne uzębienie, a to w naszym kraju zawsze kojarzy się ze szlacheckim pochodzeniem. Do tego pan Błaszczak wypowiada się pełnymi zdaniami, zgrabnie żonglując metaforami i skomplikowanymi związkami frazeologicznymi (oczywiście wyłącznie heteroseksualnymi – przyp. red.) Swego rodzaju fiksacja polityków PiS na punkcie orientacji seksualnej Polaków dla jednych jest niezrozumiałą perwersją, dla innych wyrazem głęboko zakorzenionych wartości chrześcijańskich. Wiadomo przecież, że nie ma takiego boga, który chciałby, żeby dwóch mężczyzn uprawiało ze sobą seks. Co więcej, na przykład taki Dalajlama potępiał nie tylko homoseksualizm, ale także stosunki oralne, analne czy onanizm. Całe szczęście politycy PiS nie są buddystami. To i tak pół biedy, bo na przykład w hinduizmie niedopuszczalnymi praktykami są kazirodztwo, prostytucja, cudzołóstwo czy zoofilia. Wyobrażacie sobie te wszystkie smutne twarze w Sejmie? Dzięki bogu za katolicyzm, co prawda nie można otwarcie przyznać, że podoba ci się kolega z partii, ale możesz zdradzać i bić żonę i jakoś to się wszystko zgrabnie zamiecie pod dywan.

Powinnam zacząć od tego, że homoseksualizm jest wbrew naturze. Dwie kobiety to jeszcze pół biedy, bo to przynajmniej jest atrakcyjne wizualnie. Ale dwóch facetów uprawiających seks? Obrzydliwe. Okazuje się, że homoseksualne zapędy mieli na przykład taki Zeus czy Apollo, oraz władca mórz Posejdon. Wyobrażacie sobie? Pedał władający wodami mórz i oceanów, dobre sobie. Do tego Achilles, którego słabym punktem była ponoć pięta, a nie okrężnica. Na szczęście to tylko jakaś głupia mitologia, więc wszystko to możemy włożyć między bajki.

Arystoteles, jak się okazuje, zaliczał homoseksualizm do chorób, i tutaj wreszcie zaczyna być normalnie (bo taki na przykład Platon miał bardziej pojebane pomysły i gloryfikował miłość dwóch mężczyzn, czy coś w ten deseń). Co więcej, Arystoteles stawiał homoseksualizm na równi z kanibalizmem, czyli wiadomo, że taki stan totalnego popierdolenia. Skupmy się jednak na nieco bardziej nowoczesnym, czysto psychologicznym podejściu do tematu. Według Sigmunda Freuda, zwanego potocznie Beatą Kozidrak psychologii, człowiek rodzi się biseksualny, a homoseksualizm to nic innego jak efekt zatrzymania się rozwoju seksualnego. Czyli pedały to zwykłe mentalne niedorozwoje, o czym wszyscy wiedzą. Nieco później, w latach 50. i 60. homoseksualizm był już dość powszechnie uważany za dewiację, którą próbowano leczyć m.in. lobotomią. Do tej pory obserwujemy tego skutki w społeczeństwie – szacuje się, że przodkami większości z nas byli ludzie z przeciętą korą przedczołową, co w sumie wiele wyjaśnia w kontekście naszej mentalności i funkcjonowania w społeczeństwie. Niestety, w 1973 roku homoseksualizm został usunięty z listy zaburzeń psychicznych przez Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne, czego skutki obecnie odczuwamy.

Wydaje mi się, że nie trzeba tu cytować źródeł historycznych, odwoływać do filozofii czy psychologii by stwierdzić, że homoseksualizm nie jest normalny. To się po prostu czuje. Kobieta została stworzona by rodzić dzieci, a mężczyzna by te dzieci robić. Misja ta ma szansę powodzenia jedynie w normalnych warunkach, to znaczy w ramach zdrowej, katolickiej relacji małżeńskiej. „Mąż niech oddaje powinność żonie, podobnie też żona mężowi. Żona nie rozporządza własnym ciałem, lecz jej mąż; podobnie też i mąż nie rozporządza własnym ciałem, ale żona (…)” (1 Kor 7,3-5). W przytoczonym fragmencie Pisma Świętego nie ma słowa o rozporządzaniu ciałem kumpla od squasha czy kolegi z roboty. Jest kobieta i jest mężczyzna, jest akt małżeński – koniec i kropka. Kto chciałby dyskutować ze słowem bożym?

Dlaczego jednak mężczyźni stają się pedałami? Prawdopodobnie jest to wina wychowania i zbyt ścisłej, miejscami toksycznej relacji z matką oraz niewłaściwe, patologiczne relacje z ojcem – przez co chłopiec staje się rozmytą seksualnie ciotą, oglądającą się za chłopakami z boiska. Zamiast jeździć na dyskoteki, uprawiać przygodny seks z dziewczynami i słuchać Pezeta, zaczyna rozwijać swoją wrażliwość emocjonalną. Chwilę później orientujesz się, że masz w domu pedała, który chce chodzić na parady równości i manifestować swoje zezwierzęcenie. By tego uniknąć, musisz swojego syna częściej puszczać ze starym na ryby, zmuszać do grzebania przy samochodzie i od czasu do czasu zastosować wobec niego przemoc, by wzbudzić nim głęboko ukryte, męskie instynkty.

Mam nadzieję, że pomogłam.

sobota, 11 sierpnia 2018

Dlaczego nie wychodzi Ci z chłopem?


Wakacje… Czas letnich uniesień, wielkich namiętności, gorących pocałunków, dotyku skóry muśniętej promieniami słońca, oprószonej złotym piaskiem i grudkami soli morskiej. Patrzycie sobie głęboko w oczy, on odgarnia włosy z Twojego policzka, w powietrzu unosi się zapach smażonego dorsza. Czujesz, że tutaj, w tym momencie i w tej chwili świat mógłby się skończyć, a niczego byś nie żałowała. No może poza smarowaniem się olejem kokosowym zamiast kremu z filtrem. Patrzysz na niego i zastanawiasz, czy Twoje imię dobrze komponuje się z jego nazwiskiem i czy dla Ciebie wyprowadzi się z Iławy do Twojego rodzinnego Kalisza. Potem idziecie do pensjonatu, w którym wynajął pokój z nieco zapadniętym tapczanem i kochacie się długo i namiętnie cztery i pół minuty, bo tyle ma Tamagotchi Hemingwaya. Potem pytasz go, czy wie co to Hemingway, a on mówi, że to chyba nazwa jakiegoś przylądka na Oceanie Spokojnym. Czujesz, że umarłaś wewnętrznie, on zapala papierosa i pyta, czy chcesz iść na zapiekankę ze smażoną cebulką i czy słuchasz Bonusa RPK. Łapiesz się na tym, że nagle jego nazwisko brzmi jak nazwa chujowego pociągu PKP Intercity do Łodzi. Słońce zachodzi, czujesz w powietrzu smród śledzia, ludzie tłoczą się przy wejściu na plażę, próbując wyskrobać piach spomiędzy palców u stóp. Czujesz, że tutaj, w tym momencie i w tej chwili świat mógłby się skończyć, a Ci wszyscy ludzie, niczym karaluchy, żyliby jeszcze kolejne siedem dni pomimo że urwałoby im głowy.

I tu pojawia się pytanie – dlaczego właściwie nie wychodzi Ci z żadnym chłopem? Poznajesz facetów, całkiem sporo, przecież wychodzisz w weekendy w miasto, albo jedziesz z ekipą ze swojej wsi do najbliższej dyskoteki, gdzie co jakiś czas ktoś dostanie szota ze spirytusu zamiast wódki, do tego świetnie się bawisz, bo akurat puszczają DJ Hazela, potem tańczysz z jakimś Piotrkiem czy Adrianem, pyta ile masz latek i gdzie mieszkasz, potem się całujecie i chociaż trochę śmierdzi browarem, to ma ładną koszulkę z Croppa. Potem spotykacie się kilka razy, idziecie na pizzę do Włocha i zamawia taką z rukolą, jak lubisz, a potem idziecie do niego i trochę Ci głupio, bo mieszka z rodzicami, ale w sumie siedzą na dole i nic nie słyszą. Potem mówisz mu, że najpierw chciałabyś go bliżej poznać, więc pokazuje Ci zdjęcia ze studniówki w błyszczącym szarym garniturze i opowiada o tym, jak mu chujowo szło z matmy w maturalnej i że technikum było najlepszym okresem jego życia. W głębi duszy czujesz, że ten facet do Ciebie nie pasuje, ale umawiacie się jeszcze kilka razy, może nawet idziecie do łóżka, jeżeli można tak nazwać tylne siedzenie w passacie. Czar pryska. Nigdy więcej nie odpisujesz na jego smsy o treści „co u Cb?”

Do brzegu. Dlaczego nie wychodzi Ci z chłopem? Odpowiedź jest prosta. Masz oczekiwania. Wszystkie wychowywałyśmy się na bajkach Disney’a, gdzie laska jest nieco pogubiona, emocjonalnie nadrozwinięta, wrażliwa i empatyczna, gada ze zwierzętami i śpiewa do księżyca, a facet jest księciem z wielkim koniem, nie boi się absolutnie niczego, a do tego nie ma nic przeciwko zatańczeniu ze swoją wybranką na polanie, jeśli ona ma akurat na to ochotę. Zanim osiągniemy pełnoletniość, szyszynka rozpierdala nam czaszki z nadmiaru serotoniny kiedy tylko poznajemy jakiegoś względnie rokującego typa. Łapiesz się na tym, że zaczynasz gadać z gołębiami, pomimo wyraźniej różnicy osobowości i zainteresowań. W każdym facecie, którego poznajesz, upatrujesz swojego upragnionego księcia z bajki, a co dostajesz? Stajennego. Śmierdzącego łajnem, upośledzonego intelektualnie i emocjonalnie chłopca, który wymawia „ą” jak „om”.

Jak to zmienić, zapytasz. Jak odwrócić los? Jak sprawić, żeby z tym chłopem jednak wyszło? Przecież jednak kobiety biorą śluby, rodzą im dzieci, żyją ze swoimi facetami po kilkanaście, kilkadziesiąt lat. W czym tkwi sekret udanej relacji z mężczyzną? W braku oczekiwań właśnie. W absolutnym wyzbyciu się jakichkolwiek oczekiwań, bo prawda jest taka, że on nigdy żadnych nie spełni. Mężczyzna jest ewolucyjnie zaprogramowany do rozrodu, co pochłania całą jego energię i skupienie i sprawia, że krew przez 95% czasu przebywa poza jego mózgiem, uniemożliwiając tym samym pracę ośrodkowego układu nerwowego (od ang. central nervous system). To udowodnione naukowo, wystarczy poczytać Journal od Education, Health and Sport, względnie American Journal of Psychiatry, by odkryć tę jakże smutną prawdę. Jeszcze mniej optymistycznie widział to Sigmund Freud, który wysunął dość kontrowersyjną tezę, iż dojrzewający chłopiec, w skutek kompleksu Edypa, odczuwa seksualny pociąg wobec własnej matki, co czyni sytuację totalnie pojebaną i nie rokuje dobrze na przyszłość małego samca.
Biorąc powyższe pod uwagę, nie możesz oczekiwać od faceta kompletnie niczego, szanować jego ułomność i cieszyć się z każdego najdrobniejszego, emocjonalnego postępu typu powiedzenie Ci, że masz ładną spódniczkę, chociaż akurat masz na sobie szmizjerkę. Pamiętaj, że jeśli chcesz dopasować się do obowiązującego modelu społecznego, spełnić w roli żony i matki, musisz nauczyć się przymykać oko na jego trudności w funkcjonowaniu behawioralnym, głęboko utrwalone błędne wzorce postrzegania świata i interpretowania zachodzących wydarzeń oraz brak umiejętności wskazywania korelacji między takowymi, oraz dysharmonijność potrzeb.

Mam nadzieję, że pomogłam.


wtorek, 1 maja 2018

Jak spędzić majóweczkę?


Majówka to dla Polaków święto priorytetowe, bo łączy w sobie wszystko co najważniejsze, czyli mamy święto państwowe, mamy święto kościelne, a do tego można się bezkarnie najebać. Żyć nie umierać.

No dobrze, ale jak w zasadzie powinieneś spędzić majówkę?

1. Wyjazd w góry

Z gór w Polsce dobrze brzmią jedynie Bieszczady, bo po pierwsze, 80% Polaków nie wie, gdzie są Bieszczady, a po drugie brzmią bardzo prestiżowo. Twoi znajomi posrają się z zazdrości kiedy zobaczą Twoje zdjęcia z uroczej bieszczadzkiej daczy, z niedźwiedziami przechadzającymi się pod oknami sypialni. Jeśli jesteś jednak człowiekiem ubogim wewnętrznie, możesz wyjechać do Zakopanego. Co roku w majówkę spotykają się tam wszyscy ci, którym w życiu brakuje wyobraźni, ale lubią najebać się na Krupówkach i śpiewać flagowy hit Sławomira.


2. Wyjazd nad morze

Wyjazd w majówkę nad polskie morze to taka trochę nagroda pocieszenia, bo nad polskim  morzem jest zimno, brudno i chujowo, czyli jak w domu. Nad morzem prawdopodobnie spotkasz swojego sąsiada, miliony matek wysrywających swoje bachory na wydmach i budkę z goframi, więc będziesz czuł się pewnie i bezpiecznie. Prawdopodobnie trzy dni spędzisz w korku w drodze na Hel tylko po to, żeby stwierdzić, że nad morzem pizga, pada i w ogóle czas wracać do domu.  


3. Zagraniczny wypad

To opcja dla ludzi bogatych i pewnych siebie. Modne kierunki to Chorwacja, Barcelona lub Berlin, gdzie co roku zjeżdżają się dzieciaki z dobrych domów, dlatego jest tam pięknie, ciekawie i z polotem. Zdjęcia z zagranicznej majówki doskonale prezentują się na instagramie, zwłaszcza wrzucane od niechcenia, z dużą dozą nonszalancji. Najlepiej żeby były to zdjęcia zrobione podczas rejsu łodzią, albo w jakiejś drogiej knajpie nad talerzem pełnym owoców morza. Wszyscy doskonale wiemy, że z owoców morza to Polacy znają jedynie śledzie, a na widok omułków zaczynają zachowywać się irracjonalnie niczym mieszkańcy Radomia podczas rozmowie o pracę.


4. Grill na działce

Grill na działce to opcja dla ludzi, którzy w życiu się po prostu poddali i zaakceptowali fakt, że nic dobrego ich w życiu nie czeka. Kiełbasa z 18% mięsa, Argus i keczup Tortex to taka smutna metafora życia przeciętnego Polaka, a jednocześnie jego najbardziej seksualna fantazja. Grillowanie to w Polsce pewnego rodzaju sport narodowy, podobnie jak jazda samochodami z przebiegiem powyżej sześciuset tysięcy czy niemycie się przez trzy dni z rzędu. Jeśli już musisz iść na grilla do znajomych, udawaj, że to nie ty, unikaj zdjęć i przedstawiaj się wszystkim fałszywym imieniem.   


To tyle Misie, mam nadzieję, że pomogłam <3

wtorek, 13 lutego 2018

Co robić w Walentynki?


Walentynki. Niewiele jest dni, które budzą takie kontrowersje wśród Polaków. Bo z jednej strony wszyscy mówią, że pierdolą, a z drugiej w kinach w całej Polsce odnotowuje się rekordowe ilości sprzedanych naczosów. To jak to jest z tym świętem?


W tym roku jest trochę inaczej niż zwykle, bo Walentynki schodzą na dalszy plan, bo akurat wypadają w środę popielcową, czyli 90% Polaków zamiast na randkę pójdzie do kościoła posypać głowę popiołem, a w drodze powrotnej zahaczy o KFC. Dla katolika sprawa jest oczywista, jutro zaczyna się adwent, a to trochę nie gryzie się z pójściem do kina na film o ruchaniu, co nie? Nie dajmy się zwariować, niech ten mały dysonans poznawczy nie odbierze nam radości płynącej ze święta zakochanych! Dlatego zostawmy w tyle rozterki natury moralnej i przejdźmy gładko do tego, co najważniejsze, czyli ustalenia, jak właściwie powinniśmy ten dzień obchodzić.


1. Kolacja + kino

To opcja dla ludzi, którzy nadal mają w domu pawlacze i boazerię w korytarzu, czyli dla fanów ponadczasowej klasyki. Twoja kobieta będzie zachwycona jeśli zabierzesz ją do dobrej restauracji, a potem na Grey’a. Nic tak erotycznie nie nastroi Twojej kobiety jak dobre, filmowe jebanie. Istnieje jednak szansa, że uzna Cię za nieudacznika, skoro nie posiadasz własnego helikoptera, kilku aut z najwyżej półki i fortepianu w salonie. To prawda, jesteś nieudacznikiem, a nie samcem alfa, ale pamiętaj, że nie jesteś sam — w naszym kraju takich mężczyzn jak Ty jest około trzydziestu milionów i właśnie dlatego przyrost naturalny tak dramatycznie spada.


2. Wypad nad morze

Dobra, fakty są takie, że aktualnie nad morzem jest jakieś minus trzydzieści stopni, ale umówmy się, mimo wszystko taki dajmy na to Sopot nadal jest romantyczny i każda kobieta, absolutnie każda, marzy o takim wypadzie. Co robić z kobietą nad morzem, zapytasz. Latem odpowiedź byłaby prosta, wystarczyłoby odbyć z nią stosunek na wydmach, ale zimą to raczej nie polecam — zmarznięty, siny i obkurczony siusiak nie brzmi romantycznie i oszczędziłabym tego rodzaju widoku bogu ducha winnej kobiecie. Zamiast tego, zabierz ją na gofry i gorącą czekoladę, a potem spędźcie noc w jakimś fajnym hotelu. Koniecznie oznaczcie się na facebooku, niech znajomi wiedzą, że się szarpnąłeś.


3. ZARĘCZYNY

No kurwa, czy ja naprawdę muszę Wam to tłumaczyć? To jest w ogóle krem de la krem całego tego święta! Jeżeli jesteście w związku już od jakiegoś czasu, to ona z pewnością liczy, że się jej oświadczysz i to właśnie TEGO DNIA. Nic tak się nie klika na facebooku jak walentynkowa niespodzianka w postaci pierścionka zaręczynowego. Stary, to jest w ogóle coś, czego nie da się przebić — tylko kup jakiś fajny pierścionek, najlepiej Kruk, Apart albo Tiffany. Nawet sobie nie wyobrażasz, jaki ból dupy wywołasz wśród jej koleżanek, które tego dnia mogą liczyć co najwyżej na małe Rafaello.


4. W domowym zaciszu

Opcja dla skapciałych kolesi i lasek, które na nic już w życiu nie liczą. Czyli zostajecie w domu, gotujecie razem jakieś gówno i oglądacie romantyczną komedię na CDA. Ona łyka gorzkie łzy rozczarowania, Ty ukradkiem sprawdzasz w telefonie wyniki meczów Ligi Mistrzów, generalnie wszyscy są zachwyceni a potem okazuje się, że ona jest w ciąży z Twoim bratem.  


5. Męski wieczór

Jeśli należysz do skromnego grona zaledwie 10% Polaków, którzy spędzają Walentynki samotnie, to nic straconego — to, że masz małego siusiaka, nie masz stabilnego zatrudnienia i mieszkasz z matką nie oznacza, że nie możesz mieć udanego wieczoru! Zaproś do siebie kilku kolegów, którzy podobnie jak Ty są życiowymi spierdolinami i obejrzyjcie razem mecz, popijając zimne piwo i zagryzając je orzeszkami w tej fajnej, chrupiącej panierce. Powtarzajcie sobie, że jesteście królami życia, a potem zaśnijcie w swoich rzygach.


Mam nadzieję, że skorzystacie z moich porad i znajdziecie coś dla siebie — pamiętajcie, że jutro najważniejsza jest miłość i niejedzenie mięsa.

sobota, 23 grudnia 2017

10 prezentów dla niego

Przerasta Cię kupno prezentu dla Twojego mężczyzny? Uważasz, że naprawdę nic nie jest w stanie go zaskoczyć? Błąd! Musisz po prostu poznać kilka NAPRAWDĘ zajebistych opcji prezentowych, a on będzie nie tylko zaskoczony, ale zachwycony, podniecony i lekko spocony jednocześnie. 


1.     Seks

Pomyślisz, że to głupie, i będziesz jedną z 10 milionów kobiet w Polsce, które kompletnie nie znają swojego partnera i jego podstawowych, biologicznie uwarunkowanych potrzeb. Seks jest dla faceta jak oddychanie, czyli musi to robić praktycznie cały czas, inaczej grozi mu niedotlenienie mózgu. Im bardziej się postarasz, tym większą sprawisz mu radość — pamiętaj, że większość facetów w Polsce ma małe penisy, ale za to duże oczekiwania.


2.     Gra na konsolę

Normalny, zdrowy facet z porządaną pulą genów musi mieć konsolę do gier. Jeśli nie ma, to pewnie jest pedałem i woli spędzać popołudnia na obściskiwaniu się z kumplami. Na szczęście w Polsce pedałów praktycznie nie ma dzięki postępującej chrystianizacji i chłopcom z ONR. Tak więc skoro ustaliliśmy, że każdy facet w Polsce ma Playstation albo Xboxa, możesz kupić mu jakąś fajną grę, najlepiej wyścigi samochodowe albo strzelankę – to takie typowo męskie gry dla prawdziwych jaskiniowców!


3.     Koszulka patriotyczna

Jak wspomniałam wyżej, Polscy mężczyźni niczym nie brzydzą się tak jak pedalstwem, w związku z czym mamy w kraju ponad 40 milionów prawdziwych facetów, do tego bardzo przywiązanych do swojego kraju i tradycji. Koszulka patriotyczna to coś, co każdy z nich powinien posiadać w swojej szafie. Idealna będzie taka z hasłami faszystowskimi i nazistowskimi, w której będzie dumnie paradował po ulicach.


4.     Bokserki

W Polsce męskie dziurawe gacie są już w zasadzie symbolem narodowym. Z jakiegoś powodu przeciętny Polski mężczyzna nie wpadnie na to, żeby dziurawych gaci się pozbywać – wprost przeciwnie, nosi je dumnie jak powojenne blizny. Oczywiście daruj sobie kupowanie slipów, które noszą tylko pedofile i mieszkańcy Radomia, postaw raczej na klasyczne, dopasowane bokserki, najlepiej takie z logo projektanta, które będzie wystawało za każdym razem kiedy Twój stary się schyli.


5.     Zegarek

Podobnie jak w przypadku kobiet, dla mężczyzn zegarek jest symbolem statusu. Oczywiście mówię o takim typu Rolex, bo chyba nikt nie traktuje poważnie gówna typu Cassio czy Timex. Drogi, złoty zegarek na ciężkiej bransolecie to rzecz, dla której cyganie popełniają morderstwa. Plotka głosi, że w Poznaniu za złote zegarki faceci biorą do buzi siusaki zamożnych, starszych panów. Jeśli kupisz mu taki zegarek to zapewnisz mu pozycję przewodnika stada i być może szansę na dobre obciąganko.


6.     Koszula

Dobrze skrojona koszula z wysokiej jakości bawełny to uniwersalny prezent. Z taką koszulą jest jak ze stosunkiem seksualnym - choć nie jest to opcja spektakularna, to cieszy, a do tego można ją sprezentować zarówno bliskiej osobie jak i koledze z pracy. Postaw na klasyczny krój i wzór, oczywiście celuj w coś markowego. Pamiętaj, że koszula z krótkim rękawem to straszna wieś, która uchodzi za szczyt elegancji jedynie w podlaskim podczas dożynek.  



7.     Kieta

Inaczej łańcuszek, który mężczyźni noszą na szyi z wielką dumą. Im grubsza, tym wyższa pozycja mężczyzny na drabinie społecznej. Najgrubsze noszą gangsterzy, cyganie, handlarze samochodami i politycy, najcieńsze zaś przedstawiciele handlowi z małych miasteczek i magazynierzy. Kieta powinna być złota, o grubych oczkach, inaczej wszyscy będą myśleć, że Twój facet ma małego pindola, a tego byś nie chciała.


8.     Koszulka ulubionej drużyny piłkarskiej

Według statystyk, 99,8% mężczyzn w Polsce kocha piłkę nożną, a pozostałe 0,2% lubi podbierać ubrania swojej partnerce. Jak wiadomo, piłka nożna jest obok religii najważniejsza w życiu każdego Polaka, dlatego taka koszulka to naprawdę świetny prezent. Ważne, żeby była to koszulka jego ulubionej drużyny. Równie ważne jest to, żeby była zrobiona z dobrej jakości materiału, czyli nie z jakiegoś gówna typu poliester, poliuretan czy mieszkaniec Radomia.


9.     Alkohol

Nie oszukujmy się, u Polaków z piciem jest jak u Warszawianek z seksem analnym, czyli robią to z każdym i wszędzie, gdzie tylko się da. Jeśli Twój facet nie pije, to pewnie jest jedną z tych osób, które lubią całować się z kuzynem. Najlepszym prezentem jest whisky, ale tę pozostawiamy facetom z dobrym gustem i wyobraźnią, a takich w Polsce jest zaledwie 10%. Pozostali wolą walić wódkę, większość zgodnie twierdzi że Finlandia to ich hehehe ulubiony kraj, hehehe. Jeśli mieszkacie na wschodzie Polski to sprawę załatwi stary, dobry denaturat, zwany tam fioletową królową lub jego wysokość metanol.


10.   Karnet na siłownię

Polscy mężczyźni słyną z imponującej muskulatury, dlatego taki prezent nie powinien nikogo dziwić. Badania dowodzą, że około 30 milionów mężczyzn w Polsce spędza na siłowni średnio trzy do pięciu godzin dziennie! To najlepszy wynik na świecie i trzeci w Europie – wyprzedzają nas tylko Rumunia i Macedonia. Siłownia to taka świątynia testosteronu, dlatego bywanie tam jest po prostu w dobrym tonie. Jeśli Twój facet ma karnet całoroczny, możesz ratować sytuację kupując mu odżywkę białkową, BCAA albo tubkę samoopalacza. 


Wesołych Świąt Kochani <3 
Wszystkie teksty ukazujące się na blogu są mojego autorstwa i ich kopiowanie bez mojej zgody jest zabronione.

Zdjęcia i gify pochodzą z wyszukiwarki obrazów google.