niedziela, 22 czerwca 2014

Polska? Nie kojarzę, vol. II

Bycie Polakiem to straszna wieś. Zwłaszcza, jeśli jest się człowiekiem, który chce coś w życiu osiągnąć. Według międzynarodowych badań, lepiej urodzić się w Harlemie czy Brooklynie to pestka w porównaniu z byciem ze Śląska. Północ Polski jest nieco lepsza, bo przyjeżdża dużo Niemców i można poczuć się jak w cywilizowanej części Europy. Jedynym ratunkiem może okazać się wyjazd do stolicy, gdzie ludzie z psim pochodzeniem próbują wtopić się w tłum. Podobną taktykę stosują gwiazdy, które wiedzą, że jeśli w ogóle da się w Polsce funkcjonować, to jedynie w granicach administracyjnych stolicy.

Modest Amaro. Jessica Mercedes. Monika Richardson. Widzisz tu polskie nazwisko? Nie. Wiesz dlaczego? Bo polskie nazwisko jest równie szlachetne to smalec. Jeżeli chcesz coś w życiu osiągnąć, to nie z nazwiskiem, które stygmatyzuje, które kojarzy się z Europą Wschodnią i wieszaniem dywanów na ścianie. Jeśli chcesz przegrać życie, jesteś na dobrej drodze, bo matka wyszła za faceta o nazwisku, które uwzględnia znaki nieistniejące w cywilizowanych krajach zachodu.

Blogerki wiedzą, co robią, przytulając się do Zachodu. Dzięki nim Warszawa szybuje w górę w rankingach najbardziej atrakcyjnych miast Europy, a Mokotów wkrótce stanie się polskim Upper East Side,

Wzorem blogerek, Polacy cywilizują się poprzez facebooka, instagram, tweeter. Dodają modne zdjęcia jedzenia, opisują swoje wypady na siłownię, wycieczki last minute. Broń Boże jechać do Łeby, to tak jakby od razu podpisać się jako chłop pańszczyźniany. Modne kierunki to Madera, Fuerteventura lub Barcelona. Jeśli nie wiesz, co to carpaccio, nie masz przynajmniej jednej bluzki z Asosa i nie fantazjujesz o torebce Michaela Korsa, to idź do ogrodu, wykop dziurę, połóż się w niej i poproś, by ktoś przysypał cię ziemią. I tak nikt nie zauważy, że zniknęłaś. Nie jesteś blogerką, jesteś świnką z Katowic, masz na sobie nalot z przeklętego południa Polski.

Koniecznie musisz znać angielski, blogerki to wiedzą, one angielski znają i patrz, Nivea płaci im za nacieranie tyłka ich balsamem. Tyłka, z którego wystaje obciachowa, polska metka! Da się? Da się. Jak już masz to nieszczęście być z tego śmierdzącego węglem i kapustą kraju,  to nie zapomnij uczyć się języka ludzi cywilizowanych, żeby móc przynajmniej otagować swoje foty na instagramie. #such #wisdom

To by było na tyle misiaczki, miłej niedzieli — pamiętajcie, że od poniedziałku dalej zapierda*amy. #1200netto  


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wszystkie teksty ukazujące się na blogu są mojego autorstwa i ich kopiowanie bez mojej zgody jest zabronione.

Zdjęcia i gify pochodzą z wyszukiwarki obrazów google.