środa, 25 czerwca 2014

Czego nauczy Cię Cosmopolitan?

Pamiętam te piękne, niewinne czasy, kiedy Cosmopolitan chowałam głęboko w szufladzie w nadziei, że mama nie znajdzie. Z wypiekami na twarzy czytałam te wszystkie seks porady, które wtedy wcale mnie nie dotyczyły, a jednak wydawały się być wiedzą, którą należy posiadać. Nawet, jeśli jesteś w wieku, w którym seks oralny grozi wybiciem mleczaków. Postanowiłam ponownie sięgnąć po gazetkę i sprawdzić, czy nadal można z niej czerpać tajemną, seksualno-emocjonalno-psychologiczną wiedzę. I dlaczego lepiej tego nie robić. #heheszki.

Do celów badawczych użyłam marcowego numeru. Czyli całkiem świeży, pomyślałam wręcz, że od marca niewiele się zmieniły trendy dotyczące zarówno kobiecej psychiki, jak i męskiego prącia. Nie myliłam się. W zasadzie niewiele zmieniło się od czasu, kiedy po raz ostatni schowałam gazetkę przed moją mamą. Mam teraz wyrzuty sumienia, że przeze mnie nigdy nie dowiedziała się, że mężczyznę można zaspokoić sznurem pereł, durszlakiem lub kostkami lodu. Niekoniecznie dorzuconymi do piwa. Takie cuda.

Wracając do meritum, gazetę przeglądałam z umiarkowaną ciekawością. Z okładki krzyczały chwytliwe hasła, a całość firmowała twarz Jennifer Lopez, której w pierwszej chwili nie rozpoznałam. Mea culpa.

Okładka obiecywała wiele, od rewolucji w moim życiu seksualnym aż po pozbycie celullitu i sprawdzenie, czy facet mnie nie oszukuje. Cytując klasyka, „mają rozmach, skurw*syny”. No ale po kolei.

Na początek sporo reklam, spis treści, znowu reklamy. Potem tekst od naczelnej, którego nigdy nie czytałam. I tym razem się nie skusiłam. Omijam strony o trendach i Jennifer Lopez, szukając czegoś bardziej pikantnego. JEST! „Jak się dowiedzieć, co myślą inni”. Brzmi intrygująco. O dziwo, nie jest to tekst o tym, jak się dowiedzieć, co ON myśli o TOBIE. Jest coś o kłamstwie, mowie ciała, pseudopsychologiczny bełkot. Brnę dalej.

„Twoja przyjaciółka jest w ciąży! A ty nie. I co teraz?” Brzmi dramatycznie, czuję ciarki na plecach. Przyjaciółka w ciąży, ja nie w ciąży. Ona o pieluchach, a ja o imprezach. Przecież ona nawet nie będzie czytała Cosmopolitan, zapełni biblioteczkę gazetkami dla mamusiek. Nasze drogi się rozejdą się jak ścianki jej… Dobra, nieważne.

Przerzucam kilka stron i mam! „Czy twój facet naprawdę jest z innej planety?” No shit, Sherlock. I te rady pod tytułem „daj się upolować”, „naucz go mówić”, „pozwól mu się schować do jaskini”. Nie czytam, odpadam. Potem kolejny nudny tekst o tym, co się dzieje, kiedy MIŁOŚĆ ZMIENIA SIĘ W OBSESJĘ. Znowu ciary na plecach, spotęgowane efektowną, złowieszczą czcionką użytą w tytule.

Potem o łamaniu randkowych zasad. Czyli o tym, że dla odmiany mogłabyś odsunąć mu krzesło i otworzyć drzwi. A nie, jednak nie. Łamanie zasad ma polegać na tym, że tym razem nie będziesz bezwładną, pozbawioną instynktu samozachowawczego cipą. A to nowość.

Wreszcie coś pikantnego! O tym, co zrobić, kiedy „on jest za duży”, „on jest malutki” lub „on jest za szybki”. I te urocze nazwy pozycji. „Precelek”. „Taczki”. „Kwiatki”. „Koniki”. Bożenka, Wacuś, te klimaty. 

There’s more! Jest jeszcze „Cała prawda o seks zabawkach”. Plus przegląd najbardziej pożądanych modeli. I oczywiście cenne rady. „Jeśli spodoba ci się sposób, w jaki kochanek pieści cię wibratorem, powiedz mu o tym — używając jego imienia. Lepiej zapamięta pochwałę”. No, to tak jak z psem! Nie zapomnij podrapać go za uchem i dać czekochrupka. Pamiętaj, positive feedback.

Nie jestem zaskoczona faktem, że wszystko kręci się wokół jego krocza. Jak go zadowolić, jak zafundować mu seks życia, jaka pozycja go zaskoczy, dlaczego powinnaś ogolić cipkę + dziesięć najmodniejszych fryzur sezonu. Jak go zdobyć, zatrzymać, jak sprawdzić, czy jest wierny, jak ubrać na randkę i jak ubrać do łóżka. Jak sprowadzić wszystkie swoje myśli i działania do jego gaci.

Ja wiem, że to pisemko dla kobiet, może znudzonych, do poczytania w kolejce do kosmetyczki. I w zasadzie bardziej bawi niż irytuje. I że nadal więcej w nim reklam niż treści, a jak jest coś do czytania, to w zasadzie nie do czytania. Dobrze, że chociaż czcionki mają fajne.

Także jeśli chcecie wiedzieć, co jeszcze można wsadzić w różne otwory ciała partnera lub partnerki,  prenumerata zawsze spoko. 


2 komentarze:

  1. „Jeśli spodoba ci się sposób, w jaki kochanek pieści cię wibratorem, powiedz mu o tym — używając jego imienia" - ale że imienia wibratora? :D W ogóle to nie ogarniam targetu tych czasopism, bo mądrości jak dla nastolatek, a reklamy i strony o modzie dla dobrze zarabiających kobiet.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze to nie ogarnęłam o jakie imię chodzi, może warto w tej sprawie napisać list do redakcji :D Targetem są nowoczesne, kosmopolityczne kobiety, heloooł, to chyba jest obwijes (z ang. "oczywiste").

      Usuń

Wszystkie teksty ukazujące się na blogu są mojego autorstwa i ich kopiowanie bez mojej zgody jest zabronione.

Zdjęcia i gify pochodzą z wyszukiwarki obrazów google.