wtorek, 22 października 2013

Z miłości do zachodu!

Nie od dziś wiadomo, że wszystko co polskie jest gorsze. Idąc dalej tym tropem, generalnie należy się bezwzględnie wstydzić, że się nie urodziło w Ameryce, albo przynajmniej jakimś cywilizowanym kraju Europy — oczywiście zachodniej. Na wschód należy spoglądać raczej z pogardą.


Jedynym miastem, które ratuje honor Polski, jest stolica. Warszawa to mekka blogerek, faszionelek i jutuberów, a także wszystkich ludzi, którzy chcą zrobić zawrotną karierę. Najbardziej porządana jest kariera w korporacji, gdzie szef zwraca się do ciebie nazwą działu, bo nie obchodzi go twoje nazwisko i nawet nie próbuje go zapamiętać. Pomyśl, jaką zazdrość wzbudzisz wśród znajomych mówiąc, że do roboty jeździsz metrem!


Z drugiej strony, największą wiochą, zgodnie z aktualnymi trendami, jest mieszkanie w Radomiu i na Podlasiu. Większość ludzi nawet nie wie, gdzie jest Podlasie, ale krąży pogłoska, że nie ma tam dróg asfaltowych, a każdy mieszkaniec porusza się traktorem.


Poczucie wyższości i pogarda wobec innych to pierwszy krok ku wyśnionej westernizacji. Można to zaobserwować zwłaszcza u rodaków pracujących za granicą, którzy po powrocie do kraju daje kolegom potrzymać pięćdziesiąt euro, żeby ich upokorzyć.


Języka polskiego też generalnie należy się wstydzić i wystrzegać, jeśli nie chcesz brzmieć jak chłop pańszczyźniany. Dobrze jest operować angielszczyzną, która jest zdecydowanie bardziej medialna niż język polski, kojarzony z biedą, pierogami i komuną.


Niestety, z angielskim problem jest taki, że niewiele osób potrafi operować nim na poziomie pozwalającym uniknąć żenady. Ale pamiętajmy, że lepsza kaleka angielszczyzna, niż ten nieszczęsny język ojczysty, którego użycie zdradza, że jesteśmy zaściankiem.



Jeśli jesteś blogerką, czy tam faszionelką, to powinnaś przynajmniej opanować podstawowe zwroty, takie jak: haul, outfit of the day, New York  czy barter. Możesz oczywiście próbować posługiwać się językiem, nie znając go, tak jak Ewa Minge, była Miss Polonia Maria Nowakowska, czy nasza modna poliglotka, blogerka Charlize.


 Nawet jeśli potrafisz wyrecytować treść napisów  z drogich ciuszków czy poprawnie wymówić nazwisko projektanta, nie możesz czuć się pewnie — chyba, że twój angielski pozwala ci poprawnie wyartykułować nazwę twojego bloga. Wówczas możesz spać spokojnie.

2 komentarze:

  1. Jestem z Podlasia więc dementuje, nie jeździmy na traktorach bo paliwo jest zbyt drogie. Wolimy furmanki zaprzężone w żubry(okolice Białegostoku), białe niedźwiedzie (okolice Suwałk) lub konie (okolice Łomży)

    OdpowiedzUsuń

Wszystkie teksty ukazujące się na blogu są mojego autorstwa i ich kopiowanie bez mojej zgody jest zabronione.

Zdjęcia i gify pochodzą z wyszukiwarki obrazów google.