poniedziałek, 2 września 2013

Miłość na bogato i intelektualna bieda

Obejrzałam pierwszy odcinek tego arcydzieła.
I czuję się, jakby mi ktoś dał w mordę. 
Czuję się tym serialem obrażona. 

Po pierwsze, narracja. W roli narratora Krystyna Czubówna dyslektyków, czyli Julia Kuczyńska. Musiałabym się bardzo skupić, żeby zrozumieć, co to dziewczę mówi. Najwyraźniej dobieranie ciuchów idzie jej lepiej niż czytanie tekstu.


Nie będę się jednak pastwiła nad Julią, ona przynajmniej nie pokazała tam twarzy. Ani sromu! 
No, to idziemy dalej. 

Miejsce akcji - Warszawa. Mityczna Warszawa, czyli mekka wszystkich, którzy lubią zapach pieniędzy, kawy ze Starbucksa i psiej kupy. Ile ja się tam bogactwa naoglądałam, o losie! Warszawa to taki Nowy Jork państw wschodu, takie miasto wielkich szans, gdzie - cytując za główną bohaterką "Miłości na bogato" - "jest więcej predyspozycji". Ale to dopiero początek językowego freestyle'u w wykonaniu naszej niedoszłej Top Model. 


W skrócie? Takiej biedy językowej to ja już dawno nie doświadczyłam. Związek Marceli z językiem polskim jest trudny i odniosłam wrażenie, że na odległość. Marcela to taki Furby, którego ktoś obsadził w serialu. Kojarzycie tę zabawkę, prawda? Przewracała oczami i nie było wiadomo, co mówi, a gadała sporo. Tak można podsumować występ Marceli w pierwszym odcinku "Miłości na bogato".

Marcela namiętnie nadużywa form "ciebie" i "tobie", oraz stwierdzenia "ja tak mam", kiedy nie bardzo pamięta, co miała w scenariuszu (zaraz, jest jakiś scenariusz?). Mimo wszystko cały czas się łudzę, że to są jaja i ktoś Marceli kazał język polski kaleczyć. Jeśli tak - chapeau bas! 

Marcelę zostawmy w spokoju, przejdźmy dalej. I niżej. Tak, czekałam na kobietę-łechtaczkę! Poznałam ją o dziwo po twarzy. Ale tą twarzą niewiele tam zagrała. Pewnie dziwnie się czuła, nie mogąc pokazać krocza. Dziwnie było nie widzieć jej krocza. Może następnym razem?


I jeszcze nasza gwiazda! Candy girl uświetniła pierwszy odcinek swoją obecnością, i czara bogactwa została przepełniona. Ile się człowiek w jednym odcinku napatrzył na ten dobrobyt, normalnie Hollywood w polskich domach. I trochę paździerzy. 

Kończąc ten wywód, jestem zaskoczona, że da się zrobić coś bardziej żenującego niż te wszystkie "Trudne sprawy" i "Pamiętniki z wakacji". Można pójść o krocze krok dalej! Proszę państwa, proszę o zapięcie pasów, podróż na samo dno dopiero przed nami. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wszystkie teksty ukazujące się na blogu są mojego autorstwa i ich kopiowanie bez mojej zgody jest zabronione.

Zdjęcia i gify pochodzą z wyszukiwarki obrazów google.